Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Decoupage. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Decoupage. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 lutego 2015

potrzebna Pomocna dłoń

Zapewne nie jestem jedyną, której przydałaby się pomocna dłoń. Stały nadmiar pomysł i projektów do wykonania. Dom wymagający zainteresowania, sterta prania namiętnie wzdychająca do żelazka, wiecznie głodny kot, że o ludziach nie wspomnę. Do tego niemiłosierny CZAS, który zdaje się naśmiewać ze mnie i stojąc w kącie pokazuje jęzor.

Dwie ręce to zdecydowanie za mało... Postanowiłam jedną sobie dorobić :)


I wykopałam z zakamarków pracowni zapomnianego kota z papier-mache, więc jak już zabrałam się za malowanie, to postanowiłam przygotować sierściuchowi nowy image. To w ramach zmniejszania ilości zadań do wykonania ;(



Jak skończę z dłonią, to wezmę się za linę ;)




niedziela, 12 stycznia 2014

Sposób na tablicę korkową

Wygrzebałam z piwnicy starą tablicę korkową. Przydatna rzecz, szczególnie w przypadku osób z przeciążoną pamięcią podręczną :). Taka tablica zniesie wiele, nawet jeśliby wbić w nią setki szpilek. Tyle, że w wersji podstawowej jest strasznie nudna.

Postanowiłam zrobić eksperyment, czego efekt widzicie na załączonym obrazku :)

Na korku zastosowałam białą farbę akrylową, którą nałożyłam małym wałkiem, dostępnym w każdym sklepie budowlanym. Drewno potraktowałam strukturalną farbą w kolorze srebra i ciemnej oliwki. Same przyznacie, że to nic wielkiego i nie wymagającego specjalnych zdolności plastycznych. Warto jeszcze położyć warstwę lakieru - ścierając kurz, nie uszkodzimy nałożonej farby.





Jak już wszystko wyschło, wykorzystałam technikę decoupage'u i nałożyłam w rogu tablicy serwetkę z piłkarskim motywem. 

Tablica w sam raz do księgarni ze sportowymi książkami :). Jeśli macie takie tablice w domu - zachęcam do ich przekształcenia :).

czwartek, 4 lipca 2013

Praca konkursowa Patrycji i chwila oddechu

Szara codzienność odrobinę wyhamowała. Może ma to jakiś wpływ z szkolnymi wakacjami. Nawet jeśli ja nie mam do nich praw, to są inni uprawnieni, co na potęgę miasto opuszczają. No i dobrze - zawartość metali ciężkich w powietrzu powinna spaść . 
A może spociła się w tym upale i nie ma siły podstawiać mi nóg i kopać dołków. Wysiłek fizyczny jest bowiem wyjątkowo niemiły w wysokich temperaturach. Jakikolwiek by nie był to powód - niech nie przestaje działać. Udało mi się bowiem nawet bardziej niż trochę tknąć prac ręcznych, a tak konkretnie to wykonałam sowie kolczyki. 

Ale nim je Wam pokarzę zobaczcie jak Patrycja poradziła sobie z jednym z moich tutoriali :). Ponieważ nie uskutecznia blogowania (a szkoda :)) przesłała mi kilka fotek, które wezmą udział w Straaaaaaaaasznym konkursie.


Tak, tak - jeszcze trwa. Ale w najbliższą niedzielę trzeba będzie go zakończyć, więc radzę się spieszyć. Ale wracajmy do Tildowego misia Patrycji :)


Dotarła do mnie również przesyłeczka od Promyka z moją pierwszą Candy-nagrodą :)) Dziś zrobię fotki, to jutro (jeśli 1,5 kilo żywej wagi książkowej pt "Cantona" nie zwali mi się na nogę) Wam się pochwalę. Szczególnie, że prócz obiecanych skarbów dostałam kilka niespodziankowych przydasiów. Szczególnie jeden mnie zaintrygował... STOP - dziś niczego więcej ze mnie nie wyciągniecie.

Jeszcze raz zachęcam do wzięcia udziału w strasznym konkursie (prace zamieszczacie pod tym postem)

A teraz wracamy do sówek...
Zakochałam się w chusteczkach. Jest ich całe mrowie, są prześliczne - większość z nich. Nie mogłam oprzeć się sowom, dlatego zdecydowałam się zlecić wykonanie bazy do kolczyków w kształcie, który owe kolorowe ptaszyska by pomieścił :). W efekcie powstało coś takiego. Musze jeszcze popracować nad wykończeniem kolczyków, ale zapowiada się ciekawie :))






A Wy jak byście je wykończyły. I z góry uprzedzam - stanowczo odmawiam strzelania do ptactwa!;)

środa, 12 czerwca 2013

Kici, kici, kici i cofam co powiedziałam

Było miło, ale się skończyło. Licznik blogerowy przyhamował i jedna dusza gdzieś przepadła. Wobec czego cofam życzenia setkowe, bo zwyczajnie mi się nie należą ;(. Czegoś takiego nie przewidziałam - w życiu codziennym takie rzeczy się nie przytrafiają, a jeśli już to, niezbyt często - wystarczy za przykład wziąć poranne ważenie ;p. Nie wiem jak Wy, ale mój wagowy licznik niechętnie się cofa ;)

Cóż - pewnie jakiś miłośnik psów się niechcący przyplątał i na widok kotów, oczywiście, z listy wykreślił. To pewnie lepiej, bo dziś o kotach będzie.

Mojego Filona co prawda nie zaprezentuję, bowiem gdzieś się ukrył skubany i czyha pewnie z nadzieją, że uda mu się znienacka mnie zaatakować. Taki staruszek, a wciąż mu figle w głowie.
A propos figli. 

5 rano, przez cienką barierę świata snu, którego oczywiście nie pamiętam, przenika ciągłe miauczenie. Rodzi się nieokreślone senne marzenie ukatrupienia futrzaka, który najwyraźniej postanowił uprzedzić równie bezlitosny budzik. Werbalne pouczenie kota z pozycji wciąż leżącej na niewiele się zdało. Coś miauczało i najwyrażniej nie zamierzało przestać. Przerażona, że cała rodzina zaraz wstanie na nogi, równie rozwścieczona co ja, podążyłam za natarczywym dźwiękiem, obiecując przy tym Filonowi, że jeść przez tydzień mu nie dam. Kota mojego w drodze do łazienki spotkałam. Siedział spokojnie i niczym sfinks gapił się na mnie, głosu przy tym nie wydając. Miauczenie wydobywało się z wnętrza łazienki. Mając w pamięci fakt, że posiadam kota, nie kotkę, nie bardzo wiedziałam czego szukam. W końcu odkryłam sprawcę zamieszania. Kotek, jak się patrzy, brązowo-kremowy z kokardką, wraz z Kłapouchym i jakimś brązowym miśkiem wyglądały z pralki, gdzie bez prania wstępnego wylądowały, celem pozbycia się warstw kurzu nabytych podczas niedawnego remontu. Skąd u licha mogłam wiedzieć, że w brzuchu pluszaka jakieś ustrojstwo siedzi, wydając kocie dźwięki przy okazji drobnego nawet nacisku. Piotrek nie bawi się zabawkami już od lat, ale że to jego ulubione były, to nie miałam serca by się ich pozbyć.

O 5 z hakiem musiałam ekspresowo operację przeprowadzić, rozpruć brzuch i wyjąć miauczący nieprzerwanie mechanizm. Błoga cisza nastała dopiero , gdy pozbawiłam go baterii. Spać mi się odechciało, zwłaszcza, że w sumie to powinnam wstać za niespełna 30 minut. Taka oto przygoda spotkała mnie dziś o poranku.

Trochę się rozpisałam i zapomniałam o fociach :). Wykończyłam kotka z papier mache :). Sama do końca nie byłam pewna jak ma wyglądać, ale chciałam by był szary :).  Nie nacieszyłam się nim za bardzo, bo od razu trafił do nowej właścicielki. 



No i udało mi się w końcu zdobyć puszkę po orzeszkach (jakoś nikt w domu za nimi nie przepada), dzięki czemu uzupełniłam kolekcję kocich puszek służących mi za pojemniki na pędzle. Tym samym wykorzystałam wszystkie wizerunki z kociej serii serwetek do dekupażu :)). Gorąco polecam - nie taki diabeł straszny jak go malują :)



Na wypadek, gdybyśmy się dziś nie spotkali - dobry wieczór i dobranoc :))

piątek, 7 czerwca 2013

Chochliki i inne drobiażdżki

Jakiś czas temu trafiłam na stronę przefajnego sklepu - bez obawy - nie w Polsce ;). To by dopiero się porobiło, gdyby takie sklepy w naszym kraju zaczęły na potęgę powstawać - jeszcze byśmy powariowały, a już zdecydowanie zubożały :). 
Sklep, prócz mnóstwa produktów z różnych dziedzin rękodzieła oferuje również ciekawe inspiracje. I w tym miejscu muszę od razu się przyznać zakochałam się... 



Prawda, że urocze :)) To są Pixies - wróżki, albo chochliki jak kto woli. Nie mogłam się oprzeć i postanowiłam zrobić własne :))


Poszłam trochę na łatwiznę, bo buziaki gotowe wykorzystałam, ale ... cóż, same się do mnie uśmiechały :)

Nie mogłam też przekilkać obojętnie wobec papierowych zwierzaczków, które można dekorować na różne sposoby. 
W pobliskim papierniku dopadłam koniki i wygrzebałam lekko zakurzone serwetki i jakoś tak... samo wyszło. Nie są doskonałe - nie umiem zapanować do końca nad serwetkami - marszczą się skubane. Ale jak na pierwsze dekupażowe potyczki, to jestem ogólnie zadowolona.

Teraz na 'tapecie' jest ... kotek :) Jak widzicie - sam nie może się już doczekać swojego nowego wcielenia.
Gorąco polecam zabawy z papier mache - już samo malowanie sprawia ogromną frajdę :).

I na koniec przedstawiam Wam kubek pamiętający czasy szkolnych stołówek (dziś już nikt nie robi takich kompotów ;)) i Funduszu Wczasów Pracowniczych (moja mam w takowym kiedyś pracowała). Niewielka porcja filcu 4 mm, mulina i drewniane serduszko całkowicie zmienią klimat :). Mała podpowiedź - walka igły z takim materiałem jest niezwykle zacięta - najbardziej cierpią na tym palce. Z pomocą przyszedł mi dziurkacz - ale nie taki biurowy, tylko szewski. Wystarczyło zrobić drobne dziurki, tak jak w pasku i całość połączyć muliną.
Trzeba ułatwiać sobie nawet ulubione zajęcia :)).

A tak przy okazji, to witam nowych zerkaczy ! Ostatnio nie jestem zbyt wylewna, ale niech tylko skończą się te nieszczęsne remonty na moim podwórku to w końcu odżyję. Wtedy będzie mieli mnie dość :))


środa, 17 kwietnia 2013

Kolczyki, pudełka i ... małpa odnaleziona.

Nie wiem czy zdarzyło się Wam realizować swoje pomysły hurtowo. Mnie - owszem.  I przyznaję, że był to pierwszy i mam nadzieję, że ostatni raz. Oczywiście, że nikt mnie nie zmuszał. Jakoś tak samo się stało, że dopadła mnie chęć czynienia dobra w wielu dziedzinach no i ... Nie ważne - odradzam w każdym razie. Szczególnie, że ani elfy, ani krasnoludki czy inne skrzaty nie pojawiły się mimo, że zostawiałam im na stole okruchy z kanapki i zimną kawę.

Małpa się za to znalazła. Niestety całkowicie bezużyteczna ;(. Albo po prostu ja nie umiem posługiwać się tym niezwykle złożonym (w Chinach zapewne) sprzętem. Zdaje się, że lustrzanka, mimo swojej wagi i gabarytów (nie żebym wytykała komuś, że jest ... wielki:)), powróci do łask. 

Ale nie o tym chciałam. Oficjalnie ogłaszam, że prace malarsko- decoupo- klejowe uznaję za skończone. 
I tak Punishery dorobiły się wieszaczków i będą zdobić moje uszy, w przypływach nadzwyczaj ponurego nastroju :)
Uznałam też, że 2 koty to za mało. Znalazłam jeszcze jedno (niestety) puste pudełko po maślanych ciasteczkach i doprawiłam mu czarnego mruczka. Jeszcze ostał mi się śpiący sierściuch, ale najpierw muszę się uporać z puszką orzeszków ziemnych.  

Obserwatorzy

Prawy do lewego

Prawych uprasza się o korzystanie z zamieszczonych treści i zdjęć zgodnie z przepisami świata tego, sumieniem i społeczną moralnością. Znaczy, że można zapożyczyć w/w z mojego bloga tylko do celów niekomercyjnych i każdorazowo odsyłając do źródła. Jednocześnie uświadamiam, iż skany szablonów są moją własnością, jednak niektóre treści na nich się znajdujące - nie. Informuję o tym szczerze. Nie ponoszę odpowiedzialności za niewłaściwe wykorzystanie materiałów.

Obserwatorze! Nie bądź statystyczną cyferką na blogowym liczniku. Jeśli jesteś tu po raz pierwszy - napisz coś o sobie. ('Coś' to też 'coś', ale niekoniecznie o to mi chodziło;).