Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kwiatki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kwiatki. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 stycznia 2017

Tulipany z tkaniny bawełnianej: Sztuczki i triki

Niecałe 2 lata temu robiłam tutka jak wykonać tulipany z tkaniny bawełnianej, które stanowią zarówno piękną ozdobę w domu, jak również świetny prezent np na Dzień Babci czy Dzień Mamy, Dzień wolny od pracy itd..
Instrukcję krok po kroku znajdziecie tutaj.

Dziś natomiast zaproponuję kilka trików, które warto zastosować przygotowując tulipany. 
Rękodzieło ma to do siebie, że tworząc coś zawsze można próbować udoskonalić swoją technikę produkcji, bo nie ma tu żadnych zasad i protokołów jak w przypadku masowej produkcji. No i nie jest nudno ;).

Jak wywinąć łodygę kwiatka?
To pytanie często pojawia się na forach i grupach FB. W sumie coś co dla mnie wydaje się być oczywiste, dla osób początkujących nie musi, więc podpowiadam.

Sposobów jest oczywiście kilka - trzeba je przetestować i wybrać ten najbardziej wygodny i zadowalający w efekcie końcowym

Dla mnie najszybsza metoda jest 'na słomkę' - wywinięcie wąskich tuneli zajmuje sekundy.



1. Potrzebny jest kawałek słomki lub rurki, takiej która zmieści się do tunelu. 
2. Wpychamy ją do samego końca,
3-6. Następnie patyczkiem (w moim przypadku pałeczka od sushi, ale może być końcówka pędzla, albo tępa strona patyka do szaszłyków) wpychamy materiał 'do słomki'. 





Nawet nie zauważycie jak tunel zostanie wywinięty :).
Oczywiście średnica słomki nie może być zbyt mała, bo nie uda się Wam wepchnąć do środka tkaniny. Zbyt gruba natomiast może nie zmieścić się do tunelu (w naszym przypadku łodygi tulipana). Trzeba popróbować.

Z braku słomki możecie wykorzystać rulon pozostały np po nawoju nici, albo możecie z grubszej tekturki samodzielnie wykonać takowy - tylko dobrze sklejony by się we wnętrzu tunelu nie rozpadł.

Inny sposób na wywinięcie, chociaż wymagający wprawy, to naciąganie tunelu na patyczek (pałeczka od sushi). 

 




Potrzeba trochę wprawy by rozdzielić przy szwie dwie 'ścianki' tunelu i paznokciem wepchnąć tkaninę, tak by zrobić miejsce dla patyczka. Potem wystarczy powoli naciągać 'tunel' na patyk, przepychając go coraz głębiej do środka. Sposób dobry z braku słomki i dla cierpliwych :)






Inną prostą metodą jest zszycie łodygi tylko wzdłuż dłuższych krawędzi i wywinięcie (co można zrobić choćby z pomocą agrafki).


Dopiero wówczas należy zszyć ręcznie spód łodygi, zawijając zapas ok 0,5 cm tkaniny do wnętrza tunelu. Jeśli dobrze dobierzecie kolor nici - ręczny szew będzie niewidoczny. Taki twór dopiero zasługuje na nazwę  RĘKOdzieło ;)

Jak wypchać łodygę by była sztywna?

Natura jest niesamowita, nie sądzicie? Kiedy spojrzycie na rosnące w ziemi tulipany - to zauważycie, że na cienkiej łodydze znajduje się sporej wielkości główka, która składa się z dość ciężki płatków i wcale nie małego pręcika w środku. A jednak kwiat 'stoi' prosto niczym żołnierz na musztrze i ta cienka łodyżka utrzymuje cały kwiat.

Nasze bawełniane tulipany mają podobną budowę, zamiast płatków mają sporą i ciężką główkę - co zrobić by zaraz po uszyciu nasz kwiatek nie wyglądał, jakby zapomniano go podlewać przez tydzień?
Cóż - im cieńsza łodyżka tym większe ryzyko, że kwiat będzie mało staliby, dlatego ja uważam, że średnica 2 cm to minimum, jeśli chcemy zrobić łodygę i tylko ją wypchać bez stosowania dodatkowych wzmocnień. W tym przypadku trzeba cierpliwie wypełniać małymi kawałkami wypełniacza i dobrze uciskać. Oczywiście potrzebne jest wyczucie, bo można zrobić to za mocno i łodyga 'pójdzie' na szwach.

Inne sposoby? Czytałam na forach, że niektóre panie wkładają patyczek (taki od szaszłyków), kabel antenowy albo słomkę. Nie próbowałam, bo te patenty jakoś mnie nie przekonują. Lubię czuć miękkość wypełniacza, nawet mocno upchanego - to jednak jest łodyga. Warto też pamiętać, że jeśli tulipan miałby zamieszkać w pokoju dziecięcym, to jakiekolwiek usztywniające wkładki raczej nie są wskazane. No może za wyjątkiem wypełnienia z papieru (takiego rulonika jak się robi do papierowej wikliny).

Ale fakt - też chciałam zrobić coś by moje tulipany były bardziej stabilne, a także by można było je 'modelować'.  

W sumie to drucik do podwiązywania drzewek na działce sam mi się przyplątał. Średnica ok 1 mm, zielony - w nawoju można go kupić w każdym markecie budowlanym, albo sklepie ogrodniczym. Nie takie jest jego przeznaczenie, ale jest z jednej strony wystarczająco mocny by utrzymać sztywność, ale też na tyle giętki, że pozwala formować łodygę.

No więc do dzieła.
Przygotowałam główki tulipanów zgodnie z przepisem, który znajdziecie tutaj.   



Przygotowane wcześniej łodygi, już wywinięte wypełniam w 1/4 tzw kulką silikonową. Drucik, który sobie wybrałam niestety nie jest na tyle sztywny by dało radę go wpychać już wypełnioną łodygę - po prostu w którymś momencie się blokuje. Dlatego tunel wypełniam tylko na końcu, potem wkładam drucik i dodaję wypełniacz dookoła :). 


To żmudna praca, owszem, ale nikt nie mówił, że rękodzieło to ekspresowe zajęcie i nie wymagające wysiłku czy zaangażowania;>. Pęsetą wkładam odrobinę kulki silikonowej, dopycham pałeczką sushi raz z jednej strony drutu, raz z drugiej.




Jeśli pozostawicie kawałek druciku wyciągnięty tuż poza łodygę i wetkniecie  go trochę w główkę tulipana, to kwiatek będzie sztywny, a drucik prawie niewyczuwalny. Dodatkowo będzie można całość formować :)


Liść warto zamocować odrobinę niżej niż koniec drucika - wówczas nawet jeśli się przesunie we wnętrzu łodygi, to przez liść się nie przebije.


Śmiesznie wygląda taki, wykręcony :).

Na chwilę obecną to moja metoda na produkcję tulipanów. Nie znaczy, że jest idealna i że nie będę próbować techniki ulepszyć - to zawsze jest zabawa jeśli można coś zmienić, przekształcić lub dodać.



Jeśli macie jakieś ciekawe wskazówki lub pomysły - piszcie w komentarzu. Sama chętnie poznam Wasze sztuczki i triki, przy tworzeniu bawełnianych kwiatków.

wtorek, 26 maja 2015

Tulipany dla mojej mamy i instrukcja krok po kroku

W sieci jest kilka projektów i objaśnień jak wykonać tulipana z bawełny. Niestety żaden nie przypadł mi do gustu, więc wykonałam własną instrukcję "krok po kroku", przy okazji wykonywania tulipanów dla mojej teściowej z okazji Dnia Matki :)

W sumie nie ma w tym projekcie niczego trudnego, ale jeśli ktoś nie jest zaprawiony w szyciu, to krótkie info się zapewne przyda. A zatem....

Przygotuj:
  • kupon tkaniny na główkę (ok 12x12 cm)
  • kupon tkaniny na liść (ok 16x24 cm)
  • kupon tkaniny na łodygę (ok 6x 30 cm)
  • kawałek cienkiej fizeliny z klejem (ok 8x24 cm)
  • wypełniacz - jak zwykle zdecydowanie polecam kulkę silikonową

Możesz wykorzystać poniższy szablon (wydruk na A4), lub narysować własny. Mój szablon pozwala wykonać kwiatka o wys. ok 36 cm


KROK 1: LIŚĆ

Szablon liścia odrysowujemy na fizelinie (strona bez kleju), a następnie go wycinamy. Składamy tkaninę liścia na pół prawą stroną do środka (w przypadku jednobarwnej tkaniny, zazwyczaj nie ma to znaczenia :))



Przykładamy wycięty z fizeliny liść do złożonej tkaniny klejem do tkaniny i traktujemy go żelazkiem (niezbyt gorącym, aby nie przypalić fizeliny)



Zszywamy tkaninę wzdłuż kształtu liścia wykrojonego z fizeliny (nie ma potrzeby odrysowywać go ponownie na samej tkaninie) za wyjątkiem otworu na dole liścia, który posłuży do wywinięcia.

Obcinamy nadmiar tkaniny 2-3 mm od szwu i wywijamy całość na prawą stronę.  Podwijamy do środka ok 0,5 cm tkaniny w otworze i zszywamy. 



Na koniec trzeba całość przyprasować. Zastosowanie fizeliny spowoduje usztywnienie liścia, dzięki czemu nie powinien co chwilę opadać.

KROK 2: ŁODYGA

Składamy tkaninę na pół i zaznaczamy 2 cm od zgięcia - to będzie miejsce szycia. Ponieważ tulipany lepiej wyglądają w pęczkach polecam do razy przygotować długi kawałek tkaniny (wielokrotność długości łodygi), dzięki czemu nie będziecie jej odmierzać i szyć kilka razy. Ja odcięłam kawałek bawełny z szerokości (160 cm), złożyłam z większym zapasem na pół i odmierzyłam 2 cm od zgięcia.



Przeszyłam całą długość



Później wystarczy kolejno odmierzyć 30 cm długości, zszyć prostopadle do już istniejącego szwu, zrobić 1 cm przerwy, następnie znów odmierzyć 30 cm długości i zszyć prostopadle i tak powtórzyć 5 razy.

Potem wystarczy tylko rozciąć pas na łodygi i gotowe.


Oczywiście możesz wykonać te paski po swojemu. Podkreślam tylko, że powinny mieć 2 cm szerokości/ grubości. Cieńsze łodygi będą się załamywać, grubsze nie wyglądają ładnie.

Wypełnienie tak przygotowanej łodygi jest niezwykle mozolne i może doprowadzić do szału. A już na pewno przy 5 sztukach ;). Po kilku próbach doszłam do najlepszego rozwiązania, a były nim: pęseta i ... stary pędzel o sztywnej szczecinie i grubości nieco mniejszej niż 2 cm. 



Oczywiście możecie próbować upychać wypełniacz drutami, szydełkiem czy jak często polecałam - pałeczką do sushi. W tym jednak wypadku lepiej sprawdzi się pędzel. Szczecina pędzla ładnie zgarnie każdy drobniutki element wypełniacza i popchnie go w dół łodygi, podczas gdy drut czy inny patyk, przejdą przez włókninę 'na wylot'. 


Po wypełnieniu warto zaszyć otwór - nie musi być jakoś pięknie - chodzi o to, by po włożeniu łodygi do główki włóknina w niej upchnięta nie przesuwała się.

KROK 3: Główka i łączenie z łodygą

 Na złożonej na pół tkaninie wzorem do środka odrysowujemy szablon.



Zszywamy całość za wyjątkiem miejsca zaznaczonego na szablonie przerywaną linią. Wycinamy szablon w odstępie 2-3 mm od szwów i wywijamy główkę na prawą stronę.

Podwijamy ok 1 cm tkaniny przy otworze do wnętrza, następnie przeszywamy fastrygą w małych odstępach.



Wypełniamy główkę kulką silikonową, dość ściśle, tak by główka nabrała ładnego kształtu. W środku robimy niewielki otwór i wpychany w niego łodygę. 


Jeśli zajdzie potrzeba, trzeba dodać wypełniacza - jeśli nie to ściągamy nić z fastrygi tak mocno, aż do zaciśnięcia na łodydze. 



Warto w tym momencie zrobić pętelkę, aby nitka na powrót się nie rozluźniła. Nie odcinać nici tylko przeszywać na skos, przez łodygę i łączyć z główką.




Na koniec pozostanie przyszycie liścia. Jeśli nie potrafisz przyszyć go tak, by szwy były niewidoczne, to użyj cienkiej, bezbarwnej żyłki.To powinno ułatwić sprawę :))

Tulipany - cz to żywe, czy bawełniane, najlepiej prezentują się w pęczkach, więc warto od razu przygotować sobie materiałów na uszycie kilku.





Takie kwiatki szybko nie zwiędną, a potraktowane perfumą zapachną na długo :))

Wszystkiego NAJ wszystkim MAMOM :)

niedziela, 22 marca 2015

Gdy twoje rośliny nie kwitną i żal serce ściska...

Oczywiście w tym miejscu mogłabym zaproponować Wam jakieś poradniki o kwiatach w domu, ale  nie o tym będzie dzisiejszy post. Zresztą co tam - jak ktoś ma ochotę urozmaicić swoje lokum to zapraszam do sklepu i kategorii Kwiaty w domu.

A teraz pozwólcie, że wrócimy do tematu, którym będzie (początkowo) Hoya. To dość przyjemna roślinka, pnąca się i teoretycznie nagradzająca jej posiadaczy uroczymi drobnymi kiściami kwiatków w kolorze od bladego różu na czerwieni skończywszy. Niestety ani moja teściowa (pierwszy właściciel), ani tym bardziej ja (drugi właściciel) tejże nagrody się nie doczekałyśmy, pomimo stosowania licznych porad osób trzecich. Hoya jak najbardziej rośnie, liści jej przybywa, ale bez względu na stanowisko, ilość podlewania i inne wymogi - kwitnąć nie zamierza. Przyszła wiosna, (jeśli nie liczyć okazjonalnego śniegu) - ptaszki ćwierkają, kwiatki kwitną, a w moim domu - owszem jest zielono, ale nie o taki efekt mi chodziło, gdy adoptowałam tę Hoyę. Z tęsknoty za kwiatami zaczęłam przeglądać różne książki i trafiłam na kilka ciekawych, o dziwo - nie mieszczących się w kategorii ogrodnictwo ;)

Tilda - na tę serię zawsze mogę liczyć - tym razem wersja angielska (w Polsce nie wydana)  czyli Tilda's spring ideas. Książka niezwykle cienka, zawiera tylko kilka projektów, ale  niemal każdy przydaSię. Oto przepis na Dog roses czyli tzw. dziką różę


Wykonanie niezwykle proste - wystarczy wyciąć 5 'płatków' (szablon tutaj), które następnie złożone na pół przeszywamy tzw fastrygą - pojedynczą nicią, niezbyt ciasno. Gdy wszystkie płatki zostaną potraktowane nicią, trzeba ją delikatnie ciągać, tak by każdy płatek uległ zmarszczeniu. Później kilkakrotnie przeszywamy już zmarszczone (ściągnięte na nici) płatki i przyszywamy albo koraliki albo pręciki (do sztucznych kwiatów). Wersja obrazkowa instrukcji poniżej.



Im mniejsze płatki, tym bardziej upierdliwa jest praca, ale efekt końcowy jest super, więc warto.




Tak wykonane kwiatki można wykorzystać na wiele sposobów. Ja za pomocą ciepłego kleju przymocowałam od spodu małe spineczki. Dzięki temu moja hoya jest rośliną kwitnącą i do tego w różnych kolorach i o każdej porze roku, bez względu na nawożenie, nawadnianie, nasłonecznienie i inne jej wymagania, których po 3 latach obradzania w liście, mam powyżej uszu :))))

Czy jej się to podoba, czy nie - obecnie wygląda jak na zdjęciu obok.

To nie koniec. Mam jeszcze sporo kaktusów, którym kwitnienie nie grozi, co nie znaczy, że muszę się godzić na ten stan rzeczy. :)
Przypomniała mi się przy tej kwiatowej rewolucji inna książka, z której już raz korzystałam. O poradniku Filcowy zawrót głowy wspomniałam w innym poście "Jak wykorzystać ścinki z filcu". Tam też dokładnie opisałam jak wykonać filcowy kwiatek, chociaż teraz widzę, że metoda składania i łączenia płatków jest identyczna z projektem Tildy.


http://decomade.pl/produkt/492-filcowy-zawrot-glowy

No tak, na moje kaktusy to kwiatki wyszły trochę za duże, ale już mam pomysł do czego je wykorzystać. Cierpliwości - wkrótce Wam pokarzę :)


Trafiłam również na ciekawy pomysł kwiatków w książce Biżuteria tekstylna. Jest w niej sporo inspiracji, ale mnie przypadł do gustu niezwykle prosty w realizacji projekt, a mianowicie kwiatek wykonany w formie pompona, gdzie zamiast włóczki wykorzystano tkaninę. Z braku jedwabiu zastosowałam organzę


http://decomade.pl/produkt/500-bizuteria-tekstylna


Też już mam pomysł na wykorzystanie organtynka, ale na razie to tajemnica ;)


I na koniec jeszcze jeden przepis na kwiatki, tym razem nie z poradnika a z ... kuchni. Znane są powszechnie rurki, nitki, są też muszelki, świderki i wiele innych. Ja trafiłam na TULIPANY. I owszem, mam na myśli makaron.


Nie pytajcie gdzie kupiłam, bo nie pamiętam, ale był kolorowy i całkiem smaczny. Zdołałam kilka sztuk uratować przed spożyciem, dzięki czemu - w połączaniu z pręcikami, otrzymałam takie oto drobiazgi




Super się sprawdzą przy ozdabianiu ... ja wiem czego - a Wy co byście z takimi zrobiły?

Na koniec ostatnie zdjęcie - absolutnie nie do pobicia NATURA




Szkoda tylko, że tak szybko usycha, względnie gnije, po prostu przemija.

niedziela, 26 maja 2013

Update: za nami i przed nami....

Za nami zima przed nami ... cóż, też zima, ale być może jeszcze nie w przyszłym miesiącu. Za nami długi weekend , przed nami kolejny. Cóż za wspaniały kraj, ta Polska - nic, tylko odpoczywamy :)).

Ale poważnie. Humor nieco mi się poprawił, bowiem spod okien zniknęły rusztowania. Remont przeniesiono do bloku obok. Hałas jest, ale przynajmniej okna mogę otworzyć :)
Wczoraj cały dzień sprzątałam. Okien umyć się nie dało - mało przyjazna temperatura i jeszcze prysznica w niebie ktoś zapomniał zamknąć. Styropianowych kulek pewnie przez kolejny miesiąc będę się pozbywać, ale jest już lepiej :)) Drobne rzeczy a cieszą :)

Powrót do przeszłości. 
Film był fajny, ale nie o tym chciałam. Dawno, dawno temu, bo przy okazji organizacji mojego pierwszego candy otrzymałam ogromną pomoc od właścicielki bloga Candy i rozdania. W zamian uszyłam jej kwiatki w ulubionym kolorze - zestaw do samodzielnego montażu :)) Wspominałam o tym już na blogu - teraz jednak macie okazję zobaczyć obejrzeć je na stronie ich nowej posiadaczki.


Zdaje się, że w ostatnim poście niezbyt jasno wyśniłam przekształcenie poszewki z jedną 'komorą" w torbę z trzema komorami. Zrobiłam update wrzucając dodatkowe fotki. Miałam farta, że owce chciały współpracować :)). Jakby co update znajdziecie tutaj.





Wykończyłam w końcu wszystkie strachy. W sumie 4 sztuki powstały. Marzy mi się co prawda jeden w groszkowym ubranku, ale będzie musiał poczekać.  "Truskawkowe gatki" pojechały do mojego taty, zostały mi się takie trojaczki. Jestem ciekawa, jaki Wam się bardziej podoba?


Ciąży mi na sercu jeszcze kilka spraw. Nie lubię być niesłowna - obiecałam Wam kilka rzeczy, jak choćby pomysł na wykorzystanie ścinek z filcu, czy organizację konkursu. 


Nie zapomniałam, wierzcie mi. Wciąż cierpię na niedobór czasu. Bycie matką i żoną to praca na pełen etat. Jak się jeszcze pracę do tego dorzuci, realizację hobby i ogólnoświatowe prawo do lenistwa - mamy kolejny etat. A doba ma tylko 24 godziny. Ciekawa jestem, czy gdyby tak ją wydłużyć, to czy cokolwiek by się zmieniło?
Trzeba więc zarządzać czasem, tak jak zarządzamy domem, życiem czy kontem bankowym. Efekty są różne, raz lepsze, raz gorsze...

Przyszłość 2013
Na moim prywatnym podwórku sporo się zmieni. Pracuję właśnie nad nowym projektem, który jest dla mnie ogromnie ważny i pewnie dlatego mam częstsze napady lęku niż zwykle. A co jeśli się nie uda... Nie powiem Wam na razie co to pomysł, żeby zwyczajowo nie zapeszyć. 
Na razie mogę Was tylko zapewnić, że prace ręczne - wszelkiego rodzaju - zawsze będą zajmować istotne miejsce w moim życiu, a złożonych obietnic zamierzam dotrzymać. Mały przedsmak zagospodarowania resztek filcu:

Konkurs również niedługo pojawi się na blogu. Kombinuję również, jak tu znów zorganizować spotkanie przy kawie online. Ostatnim razem wyszło całkiem fajnie, przynajmniej mnie się tak zdaje. Byłaby to też świetna okazja by poznać nowych obserwatorów i ich pasje. Zastanawiam się tylko jak rozwiązać problem ewentualnego zamieszania pośród komentarzy, co na pewno się zdarzy gdy duża ilość kawowiczek rozpocznie dzielenie się myślami w tym samym momencie;>. Jeśli ktoś ma jakieś pomysły - chętnie wysłucham :))

A na razie zostawiam pozdrawiam Was serdecznie i obieram kierunek kuchnia (zachciało mi się placków z jabłkami :))

wtorek, 23 kwietnia 2013

Kwiatki pachnące na łące

Z tą łąką, to tak delikatnie przesadziłam. Kwiatki pojechały wczoraj do Agnieszki do Poznania, gdzie jak w każdym mieście trawniki się zdarzają, ale mianem łąki to ich raczej określać nie można. 
Tych którzy dołączyli niedawno informuję, iż pachnące kwiatki w kolorze kratkowanej czerwieni popełniłam wcześniej. 
Agnieszka wolała jednak zieleń, to by dopełnić wiosennego nastroju doprawiłam jej doniczki słoneczną włóczką i ... tasiemką z pszczołami. Gdzieś jeszcze biedronki się poniewierają, ale te są pieklenie nieobliczalne, więc równie dobrze mogą żerować teraz na palmie sąsiadów :).


Mam nadzieję, że się spodobają :)

Obserwatorzy

Prawy do lewego

Prawych uprasza się o korzystanie z zamieszczonych treści i zdjęć zgodnie z przepisami świata tego, sumieniem i społeczną moralnością. Znaczy, że można zapożyczyć w/w z mojego bloga tylko do celów niekomercyjnych i każdorazowo odsyłając do źródła. Jednocześnie uświadamiam, iż skany szablonów są moją własnością, jednak niektóre treści na nich się znajdujące - nie. Informuję o tym szczerze. Nie ponoszę odpowiedzialności za niewłaściwe wykorzystanie materiałów.

Obserwatorze! Nie bądź statystyczną cyferką na blogowym liczniku. Jeśli jesteś tu po raz pierwszy - napisz coś o sobie. ('Coś' to też 'coś', ale niekoniecznie o to mi chodziło;).