środa, 25 stycznia 2017

Tulipany z tkaniny bawełnianej: Sztuczki i triki

Niecałe 2 lata temu robiłam tutka jak wykonać tulipany z tkaniny bawełnianej, które stanowią zarówno piękną ozdobę w domu, jak również świetny prezent np na Dzień Babci czy Dzień Mamy, Dzień wolny od pracy itd..
Instrukcję krok po kroku znajdziecie tutaj.

Dziś natomiast zaproponuję kilka trików, które warto zastosować przygotowując tulipany. 
Rękodzieło ma to do siebie, że tworząc coś zawsze można próbować udoskonalić swoją technikę produkcji, bo nie ma tu żadnych zasad i protokołów jak w przypadku masowej produkcji. No i nie jest nudno ;).

Jak wywinąć łodygę kwiatka?
To pytanie często pojawia się na forach i grupach FB. W sumie coś co dla mnie wydaje się być oczywiste, dla osób początkujących nie musi, więc podpowiadam.

Sposobów jest oczywiście kilka - trzeba je przetestować i wybrać ten najbardziej wygodny i zadowalający w efekcie końcowym

Dla mnie najszybsza metoda jest 'na słomkę' - wywinięcie wąskich tuneli zajmuje sekundy.



1. Potrzebny jest kawałek słomki lub rurki, takiej która zmieści się do tunelu. 
2. Wpychamy ją do samego końca,
3-6. Następnie patyczkiem (w moim przypadku pałeczka od sushi, ale może być końcówka pędzla, albo tępa strona patyka do szaszłyków) wpychamy materiał 'do słomki'. 





Nawet nie zauważycie jak tunel zostanie wywinięty :).
Oczywiście średnica słomki nie może być zbyt mała, bo nie uda się Wam wepchnąć do środka tkaniny. Zbyt gruba natomiast może nie zmieścić się do tunelu (w naszym przypadku łodygi tulipana). Trzeba popróbować.

Z braku słomki możecie wykorzystać rulon pozostały np po nawoju nici, albo możecie z grubszej tekturki samodzielnie wykonać takowy - tylko dobrze sklejony by się we wnętrzu tunelu nie rozpadł.

Inny sposób na wywinięcie, chociaż wymagający wprawy, to naciąganie tunelu na patyczek (pałeczka od sushi). 

 




Potrzeba trochę wprawy by rozdzielić przy szwie dwie 'ścianki' tunelu i paznokciem wepchnąć tkaninę, tak by zrobić miejsce dla patyczka. Potem wystarczy powoli naciągać 'tunel' na patyk, przepychając go coraz głębiej do środka. Sposób dobry z braku słomki i dla cierpliwych :)






Inną prostą metodą jest zszycie łodygi tylko wzdłuż dłuższych krawędzi i wywinięcie (co można zrobić choćby z pomocą agrafki).


Dopiero wówczas należy zszyć ręcznie spód łodygi, zawijając zapas ok 0,5 cm tkaniny do wnętrza tunelu. Jeśli dobrze dobierzecie kolor nici - ręczny szew będzie niewidoczny. Taki twór dopiero zasługuje na nazwę  RĘKOdzieło ;)

Jak wypchać łodygę by była sztywna?

Natura jest niesamowita, nie sądzicie? Kiedy spojrzycie na rosnące w ziemi tulipany - to zauważycie, że na cienkiej łodydze znajduje się sporej wielkości główka, która składa się z dość ciężki płatków i wcale nie małego pręcika w środku. A jednak kwiat 'stoi' prosto niczym żołnierz na musztrze i ta cienka łodyżka utrzymuje cały kwiat.

Nasze bawełniane tulipany mają podobną budowę, zamiast płatków mają sporą i ciężką główkę - co zrobić by zaraz po uszyciu nasz kwiatek nie wyglądał, jakby zapomniano go podlewać przez tydzień?
Cóż - im cieńsza łodyżka tym większe ryzyko, że kwiat będzie mało staliby, dlatego ja uważam, że średnica 2 cm to minimum, jeśli chcemy zrobić łodygę i tylko ją wypchać bez stosowania dodatkowych wzmocnień. W tym przypadku trzeba cierpliwie wypełniać małymi kawałkami wypełniacza i dobrze uciskać. Oczywiście potrzebne jest wyczucie, bo można zrobić to za mocno i łodyga 'pójdzie' na szwach.

Inne sposoby? Czytałam na forach, że niektóre panie wkładają patyczek (taki od szaszłyków), kabel antenowy albo słomkę. Nie próbowałam, bo te patenty jakoś mnie nie przekonują. Lubię czuć miękkość wypełniacza, nawet mocno upchanego - to jednak jest łodyga. Warto też pamiętać, że jeśli tulipan miałby zamieszkać w pokoju dziecięcym, to jakiekolwiek usztywniające wkładki raczej nie są wskazane. No może za wyjątkiem wypełnienia z papieru (takiego rulonika jak się robi do papierowej wikliny).

Ale fakt - też chciałam zrobić coś by moje tulipany były bardziej stabilne, a także by można było je 'modelować'.  

W sumie to drucik do podwiązywania drzewek na działce sam mi się przyplątał. Średnica ok 1 mm, zielony - w nawoju można go kupić w każdym markecie budowlanym, albo sklepie ogrodniczym. Nie takie jest jego przeznaczenie, ale jest z jednej strony wystarczająco mocny by utrzymać sztywność, ale też na tyle giętki, że pozwala formować łodygę.

No więc do dzieła.
Przygotowałam główki tulipanów zgodnie z przepisem, który znajdziecie tutaj.   



Przygotowane wcześniej łodygi, już wywinięte wypełniam w 1/4 tzw kulką silikonową. Drucik, który sobie wybrałam niestety nie jest na tyle sztywny by dało radę go wpychać już wypełnioną łodygę - po prostu w którymś momencie się blokuje. Dlatego tunel wypełniam tylko na końcu, potem wkładam drucik i dodaję wypełniacz dookoła :). 


To żmudna praca, owszem, ale nikt nie mówił, że rękodzieło to ekspresowe zajęcie i nie wymagające wysiłku czy zaangażowania;>. Pęsetą wkładam odrobinę kulki silikonowej, dopycham pałeczką sushi raz z jednej strony drutu, raz z drugiej.




Jeśli pozostawicie kawałek druciku wyciągnięty t poza łodygę i wetkniecie  go trochę w główkę tulipana, to kwiatek będzie sztywny, a drucik prawie niewyczuwalny. Dodatkowo będzie można całość formować :)


Liść warto zamocować odrobinę niżej niż koniec drucika - wówczas nawet jeśli się przesunie we wnętrzu łodygi, to przez liść się nie przebije.


Śmiesznie wygląda taki, wykręcony :).

Na chwilę obecną to moja metoda na produkcję tulipanów. Nie znaczy, że jest idealna i że nie będę próbować techniki ulepszyć - to zawsze jest zabawa jeśli można coś zmienić, przekształcić lub dodać.



Jeśli macie jakieś ciekawe wskazówki lub pomysły - piszcie w komentarzu. Sama chętnie poznam Wasze sztuczki i triki, przy tworzeniu bawełnianych kwiatków.

wtorek, 10 stycznia 2017

Jak zrobiłam drapak dla kotów?

Na początku był chaos - paczki z rożnych stron kraju, a czasem i świata zjeżdżały dostarczane przez niezmordowanych kurierów, a czasem i samych mieszkańców domu. Pudełka różnych rozmiarów, w różnym stadium rozkładu (mowa o gabarytach - nie stanie skupienia) zalegiwały w korytarzu z nadzieją na ponowne wykorzystanie, które sprawi, że ich istnienie nabierze sensu. Potem nadeszły święta. Kartony stały (czasem leżały) i czekały, aż mieszkańcy domu zaprzestaną ucztowania i okresowego wylegiwania się na kanapie. I wtedy zrodził się pomysł, tak konkretnie to w mojej głowie i już wiedziałam, że jak tylko skończą się święta to wprowadzę go w czyn. ... Czas pudełek został już policzony.

Jak wiadomo koty lubią pudełka - lubią w nich przesiadywać, chować się, wskakiwać do nich i wskakiwać. Czasem lubią z nich atakować niczego nie spodziewających się domowników;>. Niektóre lubią pudełka gryźć, co zmusza czasem człowieka do rozważań, czy dzieli dom z kotem czy myszami. A że są również koty, które pudełka lubią drapać, to jakiś geniusz handlu wpadł na pomysł by z kartonu robić drapaki i na naturze naszych milusińskich zarobić.

Nic jednak nie stoi na przeszkodzie by takowy drapak zrobić samodzielnie, szczególnie jeśli często robi się zakupy przez internet  i przesyłki dostaje w pudełkach. Taki właśnie pomysł zaatakował mnie w święta i tuż po nich przystąpiłam do dzieła.


Przeprowadziłam operację na pudełkach - z braku skalpela użyłam noża. Obyło się bez znieczulenia i rozlewu krwi (z mojej strony). Wszystkie kartony pocięłam na  mniej więcej równe kawałki, które następnie z pomocą kleju VIKOL połączyłam w bloczki po 4 szt. 

Następnie każdy bloczek został podłożony pod szafkę i pozostawiony na noc, co gwarantowało trwałe spojenie.

Potem do akcji wkroczył mój syn i w każdym takim bloczku wyciął otwór mogący pomieścić najzwyklejszy drewniany drążek średnicy 3 cm, który można nabyć w każdym markecie remontowo-budowalnym. Zresztą w tym samym markecie nabyłam także 2 wsporniki do karniszy z otworami mogącymi pomieścić wyżej wspomniany drążek. Drapak przed montażem wyglądał więc tak.


Zostało tylko rozłożyć na części pierwsze wspornik i z braku instrukcji metodą prób i błędów przymocować go do ściany - w moim przypadku wnęki obitej panelem, co zdecydowanie ułatwiło mi montaż, bo nie wymagało wiercenia, a jedynie zgrabnej damskiej wkrętarki :).




Potem już było z górki - drążek wystarczyło włożyć w otwory uprzednio 'nawlekając' na niego bloczki z kartonu, dokręcić i .... zawołać koty.


Ajron przybył na miejsce pierwszy , Asher pozostał w tle z rezerwą obserwując nowy gadżet umiejscowiony obok kociego kącika. On zawsze nieufnie podchodzi do nowinek technicznych :). No chyba, że pachnie chlebem, bułkami albo mięsem mielonym ...


Jak widzicie ja swój drapak zawiesiłam, ale nic nie stoi na przeszkodzie by skleić ze sobą wszystkie pocięte kartoniki,  tak przygotowany bloczek dać kotu do zabawy.  To w sumie nic nie kosztuje, szczególnie jeśli otrzymujecie dużo paczek :).

Jedna drobna rada,  tak na przyszłość - także dla tych, którzy zdecydują się na zakup kartonowego drapaka. Nie stawiajcie/ wieszajcie tego wynalazku w bezpośredniej okolicy dywanów - czyszczenie ich ze skrawków papieru będzie koszmarem, wiem coś o tym.

środa, 4 stycznia 2017

Recenzja: Zakochasz się w Etno Inspiracjach!

Przyznam, że nie tego się spodziewałam, gdy o raz pierwszy zobaczyłam zapowiedź kolorowanki Etno Inspiracje. Tytuł wskazuje na etniczne kolorowanki, więc oczekiwałam motywów ludowych oraz symboli charakterystycznych dla kultur z całego świata. Nie sądziłam jednak, że zostaną ułożone w kształt mandali, a właśnie je zobaczyłam po otwarciu książki.

Ale nie to jako pierwsze rzuciło mi się w oczy, tylko tło, które różni się od większości stosowanych w tego typu publikacjach.  Uśmiech zawitał na mojej twarzy i wierzcie mi - nie mogłam się doczekać wieczoru by zabrać się za kolorowanie.

Ogólnie nie przepadam za kolorowaniem mandali głównie z jednego powodu - o ile same motywy często są bardzo ładne i warte pokolorowania, to zawsze mam dylemat co zrobić z tłem. Zostawić pustą przestrzeń? Jakoś tak nieciekawie praca wygląda - jakby została nie wykończona. Najprościej machnąć jakieś cienie pastelami, jednak zawsze zachodzi ryzyko, że jak się człowiek na tym do końca nie zna, to pracę 'zepsuje'. Inna sprawa, że kolorowanie tła wymaga czasu, który wolałabym poświęcić na nową ilustrację. 

I tu niespodzianka. Etno Inspiracje, które wydał Buchmann mają CZARNE kartki! Wszystkie mandale mają czarne tło, więc całą energię można przeznaczyć na pokolorowanie motywów nie martwiąc się o zapełnianie 'pustej' przestrzeni. Ta czarna, wolna powierzchnia nie tylko się w tym wypadku broni, ale dodatkowo optycznie uwydatnia barwne elementy, czyniąc pokolorowany obrazek bardziej wyraźnym.

Jako pierwsze zaczęłam kolorować storczyki - mandale kwiatowe są jednymi z ładniejszych z całego zbioru.


Zaczęłam kolorować Colorsoftami Derwenta, ale od razu muszę przyznać, że ten papier nie za bardzo lubi się z tymi kredkami - mocno się ślizgają. Jeszcze położenie jednej warstwy, najlepiej w jasnym kolorze, wygląda ładnie, ale przy kolejnych - ciężko mi było uzyskać ładne przejścia. W końcu przerzuciłam się na Polycolory Koh i Noor oraz Colorino 48/24 .



Zajęło mi to trochę czasu, ale w sumie jestem zadowolona z efektu końcowego. Jak widać nie ma potrzeby niczego dodawać do tła. Oczywiście jak ktoś lubi i potrafi, to można - ja niestety jestem dość ograniczona czasowo, więc już nie kombinowałam, chociaż pączki kwiatów aż się proszę o 'wyciągnięcie' poza mandalę. Może kiedyś dorysuję...

Jak wspomniałam - w kolorowance znajdziecie tylko mandale. Zostały zebrane tematycznie, o czym wydawca informuje na pierwszej stronie


Doprawdy - jest z czego wybierać 😊.

Kolejna praca to kolorowy mix. Nie miałam jakiegoś szczególnego pomysłu, celem było wykorzystanie jak największej ilości 'mokrych' mediów a konkretnie to żelpenów, flamastrów i cienkopisów. Papier jest ogólnie gruby w dotyku, ale chciałam sprawdzić jak poradzi sobie z tuszem - 'przebicia' nigdy nie są dobrze widziane.

Do testów wykorzystałam:
- żelki brokat i fluo no name
- flamastry pędzelkowe Koh i Noor i BIC
- cienkopisy Stabilo Point 88
- flamastry stożkowe Toma


Większe przestrzenie potraktowałam już kredkami, zaś co do mokrych mediów mogę śmiało je polecić  do stosowania w tej kolorowance. 'Przebicie' pojawiło się tylko w 2 miejscach - takich gdzie położyłam za wiele warstw flamastrów.

Efekt końcowy - wiadomo - duże znaczenie ma światło. Dzienne zimowe nie tylko dodaje mniej energii człowiekowi, ale nie wyłapie dobrze brokatu na żelkach. Nie tak, jak zrobi to światło sztuczne, bądź letnie słońce. Różnicę widać gołym okiem.


Akurat, gdy miałam kolorować ostatnią mandalę, do testu otrzymałam metaliczne wkłady Gioconda 6 z Koh i Noor. Super - pomyślałam - bo czarny papier to najlepszy materiał do sprawdzenia możliwości kredek 'z blaskiem', a że na naszym rynku nie ma ich jakoś szczególnie wiele, to radość moja była jeszcze większa.
Recenzję kredek przygotuję wkrótce, ale już dziś możecie zobaczyć jak wyglądają w kolorowance.


Uprzedzam, że Gioconda 6, to nie są kredki. To grube grafity, które najlepiej stosować z automatycznym ołówkiem typu Kubuś. W opakowaniu dostajemy 6 kolorów, ale kupując zestaw z ołówkiem VERSATIL otrzymamy również czarny grafit, który - co ciekawe - przy sztucznym świetle również się błyszczy 😊. Super się je nakłada na papierze Etno Inspiracji - grafity są miękkie, więc wiadomo, że przy drobnych elementach muszą być ostro zatemperowane, ale różnicę odcieni można uzyskać przez samo dociskanie wkładu.


Jak już wspomniałam wszystkie kredki metaliczne najlepiej prezentują się na czarnym tle, dlatego w przypadku tej mandali z pomocą białego żelpena dorysowałam trochę kształtów i bąbelków, które następnie pokolorowałam Giocondą 6. Całość miejscami wykańczałam kredkami Polycolor tego samego producenta.

W efekcie końcowym mandala zmieniła nieco swój oryginalny kształt i oczywiście zyskała nowe barwy :).


Fajnie się pracowało z tą kolorowanką. Ilustracje nie są wymagające i można je kolorować mając nawet niewielką ilość wolnego czasu, czyli to coś w sam raz dla mnie i innych pracusiów😊 . Szkoda tylko, że grafiki są dwustronne, bo skoro wydawca zainwestował w perforację i dał możliwość wyrwania każdej kartki, to przy takim układzie zawieszenie pracy zmusza do 'poświęcenia' jednego motywu. Ale jeśli ktoś woli kolorować kartki luzem, niż w książce, to zastosowane przez wydawcę rozwiązanie przypadnie jej / jemu do gustu.

Jeśli ciekawi Was zawartość, to zapraszam do obejrzenia filmiku Etno Inspiracje 'strona po stronie'.


Ja rozstaję się obecnie z tą kolorowanką - trafi do grupy Podaj dalej kolorowankę. Nie urywam, że najchętniej bym ją zatrzymała, bo jeszcze kilkanaście motywów wpadło mi w oko, ale obiecałam, że się nią podzielę. Teraz członkowie grupy będą mieli okazję ją przetestować. Jeśli chcielibyście  do nas dołączyć, to zachęcam do wcześniejszego przeczytania regulaminu, które jest dostępny m.in tutaj.

środa, 2 listopada 2016

Jak kolorować w pracy i nie zostać zwolnionym?

Bywa, że w pracy jest nudno - nie każdy może to powiedzieć, ale na pewno znajdą się tacy, co mają czasem ten problem. Świadomość, że w domu czeka kolorowanka, którą w takiej chwili moglibyśmy pokolorować raczej nie pomaga, wręcz przeciwnie - frustruje. No, ale w pracy raczej nie rozłożymy się z kilkudziesięcioma kredkami i np Koszmarem Alicji w Krainie Czarów do pokolorowania. Po pierwsze - mogą nas z tego powodu zwolnić. A nawet jeśli nie od razu - to wyślą do psychiatry - szczególnie posiadaczy Koszmaru Alicji w Krainie Czarów;>.

Oczywiście, można wydrukować jakąś bardziej przyjazną grafikę, przedstawiającą motylki, nie zaś szefa z rogami, jednak kolorowanie kredkami nadal tak do końca nie będzie wchodzić w rachubę, szczególnie jeśli ktoś stale patrzy nam na ręce. No to jak kolorować w pracy i nie zostać zwolnionym, spytacie?

Odpowiedź jest prosta. Podkład na biurko do kolorowania i wielokolorowy długopis!


Takie podkłady zarówno duży jak mały przygotował Koh i Noor. 

http://decomade.pl/produkt/3141-podkladka-na-biurko-do-kolorowania-koh-i-noor    http://decomade.pl/produkt/3142-podkladka-pod-myszke-do-kolorowania-koh-i-noor

Pracodawca raczej nie będzie mieć pretensji, jeśli zamiast podkładki pod myszkę zastosujesz właśnie taki blok kartek na którym można coś zanotować - to bardzo przydatne i użyteczne - powiesz przełożonym (myszka też na nim działa:)). A, że są na nim grafiki z kwiatkami i serduszkami - co to komu szkodzi - lubisz takie drobiazgi i tyle. 

Wielokolorowy długopis również nie powinien wyglądać podejrzanie jakby co zawsze możesz powiedzieć, że różne rodzaje wiadomości zapisujesz innymi kolorami - to pozwala Ci zapanować nad chaosem w pracy. Do tego dodaj ołówek i kilka cienkopisów, których posiadanie można równie łatwo wytłumaczyć i masz do dyspozycji może niewielki, ale na pewno użyteczny, podstawowy zestaw do kolorowania :).


http://decomade.pl/produkt/3352-4-kolory-dlugopis-wielokolorowy-twin-tip-maped      http://decomade.pl/produkt/3353-4-kolory-dlugopis-wielokolorowy-4colours-grip-fashion


Nawet jeśli ktoś będzie zaglądał Ci przez ramię, możesz spokojnie sobie kolorować - zapytana zawsze możesz powiedzieć, że ot tak sobie bazgrolisz, bo pomaga Ci to obmyślić plan na zwiększenie sprzedaży  w swojej firmie, albo treść oferty do kontrahenta, albo co tam innego musisz obmyślać w ramach obowiązków służbowych. A już kolorowanie w trakcie rozmowy telefonicznej, jest wręcz wskazane. Uspakajający wpływ jaki ma ta czynność, sprawi, że nie zaczniesz gryźć telefonu, albo rozważać zabójstwa klienta/przełożonego.


Obecnie na naszym rynku nie ma specjalnej oferty przygotowanej z myślą o kolorowaniu w pracy. Jest kilka kalendarzy na 2017 rok w których znajdziesz grafiki do kolorowania, ale to bardziej do prywatnego użytku i znów - rysując w takim kalendarzu w pracy można narazić się na nieprzyjemności. KOH I NOOR, czeski producent artykułów plastycznych dla amatorów i profesjonalistów, wypuścił w tym roku całą serię ciekawych produktów do kolorowania, które można wykorzystać zarówno w domu jak i w pracy.




Oba podkłady (duży , tzw biuwar i mały pod myszkę) mają ponad 50 kartek. Co prawda motywy się w nich  powtarzają, mają jednak służyć jako rozpraszacz i odstresowacz w pracy, nie zaś samodzielną kolorowankę. Co więcej - można spokojnie podzielić oba bloki na pół i jedną część stosować w domu, a drugą zanieść do pracy. Względnie kupić 'na spółkę' z siostrą czy przyjaciółką i podzielić się kosztami.

Przy okazji przetestowałam dwa wielokolorowe długopisy - niby wynalazek znany jeszcze z dzieciństwa, ale zupełnie mnie zaskoczyły przede wszystkim barwy.

Długopis firmy BIC z serii 4Colours Grip Fashion ma standardową budowę, tzn 4 przełączniki umożliwiają dostęp do 4  wkładów z 4 kolorami: niebieskim, zielonym, fioletowym i różowym - pastelowe odcienie zrobiły na mnie bardzo pozytywne wrażenie. W sumie nie spodziewałam się takich odcieni w zwykłym długopisie. Szkoda, że nie było takich jak ja chodziłam do szkoły;>. Oczywiście uchwyt jest kauczukowy, dzięki czemu przyjemnie się długopis trzyma i nim pisze. 



Jakoś specjalnie się nie starałam - bazgrałam w przerwie tym co miałam pod ręką czyli długopisem BIC, jakimś czarnym  długopisem, ołówkiem i jeszcze wygrzebałam z biurka czerwony cienkopise. 

Na kolejnej stronie wypróbowałam długopis firmy Maped z serii Twin Tip. Wybrałam sobie wersję Fun Colors, która podobnie jak długopis BICa ma bardziej pastelowe odcienie kolorów. Tu też znajdziemy niebieski, zielony, fioletowy i różowy - bardzo podobne do wcześniej opisywanego przez mnie długopisu. Ten jednak jest nie tylko czterokolorowy, ale również dwustronny. 




Super bajer, bo można za jednym zamachem korzystać z dwóch kolorów :). Przełączniki są z obu stron - dwa przy jednej końcówce i dwa przy drugiej. Nie przeszkadzają sobie nawzajem i mogą być włączone jednocześnie. Czyli z jednej strony możesz mieć różowy kolor, a z drugiej zielony i pisać / rysować raz jedną końcową, raz drugą, bez konieczności zmienianie kolorów.

Jeśli jesteś uzależniona / uzależniony od kolorowania, ale funkcjonujesz w społeczeństwie, chodzisz do pracy i nie zapominasz o posiłkach - to nie przejmuj się - odwyk nie jest Ci jeszcze potrzebny. Przydadzą Ci się jednak  takie podkłady do kolorowania, bo bazgranie po nich nie spowoduje natychmiastowego zwolnienia Cię z pracy, co może się zdarzyć, jeśli nie powstrzymasz się przed rysowaniem kwiatków na dokumentach księgowych :)).


Obserwatorzy

Prawy do lewego

Prawych uprasza się o korzystanie z zamieszczonych treści i zdjęć zgodnie z przepisami świata tego, sumieniem i społeczną moralnością. Znaczy, że można zapożyczyć w/w z mojego bloga tylko do celów niekomercyjnych i każdorazowo odsyłając do źródła. Jednocześnie uświadamiam, iż skany szablonów są moją własnością, jednak niektóre treści na nich się znajdujące - nie. Informuję o tym szczerze. Nie ponoszę odpowiedzialności za niewłaściwe wykorzystanie materiałów.

Obserwatorze! Nie bądź statystyczną cyferką na blogowym liczniku. Jeśli jesteś tu po raz pierwszy - napisz coś o sobie. ('Coś' to też 'coś', ale niekoniecznie o to mi chodziło;).