sobota, 11 maja 2013

Strach wg Tildy, przegląd szafy i tęsknota za zimą

Sama nie wierzę, że to piszę, ale brakuje mi ZIMY. Pomijając kwestię niskich temperatur, wysokiej wilgotności, czasem równie wysokich zasp, zima zdaje się mieć i dobre strony. Gros ludzi, w tym ja, woli wówczas spędzać czas w domu, bo szlajanie się po dworze może zakończyć się i to w najlepszym przypadku - katarem. Jest więc czas na tworzenie, pisanie blogów czy granie w Settlersów bądź Farmeramę. Nie biegam na działkę, zakonserwowany rower tuli się do rur ciepłowniczych w piwnicy, a po głowie nie plącze się bezmyślnie przepis na ogórki małosolne. (wczoraj zrobiłam chłodnik z botwinką:)). Jeśli zimą CZAS biegł, to obecnie podróżuje ponaddźwiękowym Concordem.
Dodatkowym atutem zimy jest niemożność przeprowadzania remontów! Dzięki czemu mieszkańcy bloków nie odnoszą wrażenia, że mieszkają wśród małp, robiących eksperymenty na sprzęcie zbliżonym do dentystycznego, śpiewających "Jesteś szalona" o 6:30 nad ranem. Poza tym żaden człowiek nie powinien borykać się z problemem czy na śniadanie zjadł owsiankę czy kulki styropianowe na mleku.
Tak, zdaje się, że tęsknię za zimą. Zdecydowanie oszalałam! 

O dziwo pomysł na wykorzystanie starych poszewek po poduszkach czy pościeli nie był efektem owego szaleństwa. To mój ojciec zażył mnie pytaniem, czy nie zrobiłabym mu ścierek. Zaczęłam w myślach przeszukiwać moją pamięć wewnętrzną w poszukiwaniu sklepu z odpowiednim materiałem. Nim "dotarłam" do skrzyżowania Popiełuszki i Krasińskiego, ojciec wcisnął mi w ręce spory kawał ... szmaty, w której rozpoznałam dawną poszwę na kołdrę. 

- Ile wyjdzie z tego ścierek? - spytał
- Na jakiś rok, jeśli będą jednorazowe - 3 lata, jeśli będziesz bawił się w pranie.

Ok, powiedzmy sobie szczerze - nie będą to ścierki godne pałacu prezydenckiego, ale jeść z nich przecież nie potrzeba. Pościel i tak nadawała się do wyrzucenia - w ten sposób - przed ostateczną śmiercią w objęciach pieca, spełni ostatnią powinność względem rodziny, która dbała o nią przez wiele lat. Poświecenie godne podziwu i naśladowania :).


Z tego też powodu, od kilku dni, mój owerlok pracuje bez wytchnienia, a ja zdecydowałam się na przegląd własnej pościeli celem wytypowania 'ochotników' do pełnienia funkcji niekoniecznie im pierwotnie przeznaczonych. Ostateczny cel zdradzę Wam wkrótce - mam nadzieję :)

I tak dotarliśmy do trzeciego tematu, który nie tylko ciąży mi na sercu, ale zabiera czas i miejsce na półkach. Gdy pierwszy raz wykonałam stracha według przepisu zamieszczonego w Przytulnych dekoracjach, doszłam do wniosku, że jego produkcja jest na tyle prosta, że warto zrobić ich więcej. Przystąpiłam więc do hurtowej produkcji ciałek w ilości bodajże 6-7 sztuk. Miały one zostać przekazane w darze rożnym członkom rodziny, w ubiegłym roku na Halloween, gdy to się nie udało - jako prezent pod choinkę, a kiedy i tę ideę szlag trafił, zdecydowałam wykańczać po jednym w odpowiednim czasie by spełniły rolę prezentów urodzinowych. W efekcie czego, do ubiegłego tygodnia pełniły funkcję wypełniacza do skrzynki :)


Nieeeeeeeee, nie chodzi o to, że są trudne w produkcji. Po prostu myśl wykonania 6-7 par spodenek za jednym zamachem nieco mnie zniechęcała. Ale koniec z tym! Postanowiłam je wykończyć i - o zgrozo - zrobić jeszcze jednego na potrzeby przygotowania tutoriala dla zainteresowanych blogerek. 2 sztuki już gotowe - jeden z ogrodowych strachów trafi jutro do mojego taty, jako prezent imieninowy. Przyszedł mi też do głowy diaboliczny pomysł uwzględniający Wasze osoby , ale tę niespodziankę zdradzę dopiero w przyszłym tygodniu. Podobno cierpliwość jest cnotą :)


PS. Ja zapomniałam, a Wy nie zauważyliście, że tutek dotyczący obuwniczych serduszek jest uboższy o szablon. Niby nic, bo w sumie można własny kształt wykonać, ale żeby nie było - to Tildowy szablon zamieściłam w poście :)

poniedziałek, 6 maja 2013

Serce w bucie i ...meteorologia

Też to jeszcze czujecie?? Swego rodzaju niedosyt i mokrą skarpetkę, która przebyła podróż dookoła świata w zamkniętej torebce foliowej, na dnie plecaka, który podróżował na dnie skrzynki z kapustą, płynącą rybackim kutrem w poszukiwaniu śledzi.  Mam wrażenie, że spędziłam z tą skarpetka ostatnie kilka dni. W domu sauna – z nieznanych mi przyczyn ogrzewanie wciąż włączone, a zaworki obraziły się i strajkują. Okna pozaklejane – w końcu święta, czy nie – blok ocieplić trzeba. Swoją drogą właściciel firmy, którego pracownicy przeprowadzają tę operację na moim bloku,  wyznaje alternatywne znaczenie święta pracy, sprowadzające się do … pracy. Jego religię poznali zresztą wszyscy mieszkańcy mojego bloku, gdzieś w okolicach 6:45 1 maja 2013. Ucieczka na działkę uniemożliwiła meteorologia. I tak sobie myślę...

W sumie praca w pogodzie to super fucha. Nikt Cię nie zwolni, gdy się pomylisz – w końcu to nie wina Zubilewicza, że nimbostratus dosłownie stratował grzeczniejsze chmurki, w efekcie czego grilla woda zalewa, a nas krew. Sama prognoza pogody jest równie niezwykłym i nieobliczalnym zjawiskiem, co zagadnienie, którego dotyczy. Możesz bowiem rano dowiedzieć się, że cały dzień będzie świecić słońce, by po południu, gdy zmoknięta/ty wrócisz do domu przekonać się, że pogodynka ostrzegała przed deszczem. Nic tylko kretyna z ludzi robią. W czasach gdy HISTORIA się zdarzała, a nie wpadała na klasówki, wróżek, który z sercem w bucie oznajmiał baronowi czy innej wrażliwej na punkcie swojej garderoby persony, że padać nie będzie, w 50% miała szanse dożyć następnego dnia. Czasem jednak 50% dosiadało PECHA i głowa wróżka lądowała na palisadzie. To były czasy… Dziś pogodynek się nie wiesza … ba – płaci się im. Ciekawe, czy dostają premię w zależności od ilość trafnych przepowiedni?
A skoro o sercach w bucie mowa.   Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, by serce wkładać do buta. Do kieszeni… portfela może, albo lodówki – owszem – słyszy się o podobnych zboczeniach, ale do BUTA!? To nie ja wymyśliłam – znalazłam przepis w Przytulnych dekoracjach. Tak się złożyło, że jestem w posiadaniu zarówno bawełny, jak i filcu, postanowiłam więc przepis wypróbować.

PrzydaSie:
- materiał na serca i łatki (o tkaninach mowa, nie podrobach)
- wypełniacz do poduszek
- suszona lawenda (w ziołowych sklepach można kupić)
- mulina
- tasiemka
- rzemyk
Bez wzglądu na wybrany materiał, serca szyjemy tak samo.

SZABLON:
Wydrukuj na połowie strony A4
KROK 1:
Odrysowujemy serca na podwójnie złożonej tkaninie (w przypadku drukowanej bawełny – prawe strony do środka)
 KROK 2:
W wybranym miejscu mocujemy (fastrygą bądź szpilką) tasiemkę. Wkładamy ją pomiędzy dwie warstwy materiału, niejako do środka wzoru
KROK 3:
Zszywamy krawędzie pozostawiając niewielki otwór niezbędny do wywrócenia serca na prawą stronę. Pozbywamy się nadmiaru tkaniny, pozostawiając większy zapas przy otworze. Jeśli serduszka robicie z filcu, radzę zostawić odcięte resztki – można je wykorzystać przy wielu innych okazjach. 
KROK 4:
Wywijamy serce na prawą stronę i wypychamy wypełniaczem zmieszanym z lawendą (nie za dużo)
KROK 5:
Zaszywamy otwór i naszywamy aplikacje.
Ot i cała tajemnica :)

Identycznie jak filcowe można zrobić serca z bawełny czy innej tkaniny, jaką macie na zbyciu. Nadadzą się nawet stare poszewki po poduszkach. Różnica występuje jedynie w przypadku, gdy chcecie na serduszku wyhaftować jakiś wzór. Przy filcu można to zrobić po zszyciu i wypchaniu serduszka. W przypadku cienkich tkanin warto podkleić je od lewej strony fizeliną i wyszyć wzór, dopiero później serduszko sklecić w całość. 

Przechowywanie serc w butach nie jest obowiązkowe - można je powiesić np w przedpokoju :) 

środa, 1 maja 2013

Prezenty urodzinowe i zdradzona tajemnica

Zdaje się, że wieki temu umówiłam się z Promykiem (Justyną) na wymianę. Bardzo spodobały mi się jej hafty, szczególnie serca, które wykonała na Walentynki. Przyszedł mi bowiem do głowy pomysł, że takie elementy mogłyby ozdobić prezenty, które chciałam przygotować mężowi z okazji jego urodzin (30 kwietnia). Od momentu wymiany, do realizacji owe pomysły stale się zmieniały - nie mogłam zdecydować się na nic konkretnego. A że od niedawna eksperymentuję z filcem, to umysł opętała mi pewna myśl... Ale o tym za chwilę :)
Pozwólcie, że najpierw zaprezentuję Wam zawartość Promykowej przesyłki:

Zamówione serduszka - nawet nie podejrzewałam, że będą takie śliczne :))

I zupełnie nieoczekiwane drobiazgi, których obecność najpierw zaskoczyła, by chwilę później niezmiernie ucieszyć. 

 Te słodkie usteczka (podobno samego Jaggera :)) ozdabiają mój telefonik.


Jeszcze raz bardzo dziękuję za pomoc Justynie :). Z drugiej strony chciałabym ją udusić, bo przez jej pracę - widzianą na żywo, dotykaną i wielokrotnie oglądaną, najchętniej porzuciłabym filc i całą Tildę i rozpoczęła przygodę z haftem krzyżykowym.  

Niestety mam tylko dwie ręce.

Na szczęście ich ilość była wystarczająca, by wykonać prezent dla lubego.  Jak wspomniałam wcześniej pomysły stale się zmieniały. Miałam początkowo zrobić zawieszki i udekorować je haftami od Promyka. Ale mężczyźni jakoś nie kojarzą mi się zbyt zawieszkowo. Pomysł z serią poduszek, również trafił do lamusa - w końcu co moja lepsza połowa zrobiłaby z 3 poduszkami?? No i chciałam wykorzystać ten nieszczęsny filc.

W końcu zdecydowałam się pójść w ślady przeciętnego DJ'a i zrobić mały miksik :). Tak oto powstała seria Serdeczna tj. podusia, zawieszka i ... pudełko


Uprzedzam, że nieczęsto mam do czynienia ze scrapbookiem, ale nie ukrywam, że mnie fascynuje. Szczególnie scrapowe boxy. Okazuje się, że niezwykle łatwo uzyskać podobny efekt, jako bazę wykorzystując filc (gr. 4mm). Przygotowałam mężowi drobny niezbędnik - szczególnie przydatny w biurze. Znalazło się w nim wiele drobiazgów:

Coś na czarną godzinę...



 i ciemne chmury.



 Torcik urodzinowy (wg przepisu Tone Finnanger z serii TILDA).




Życzenia, które ucieszyłyby oddanego kibica :)




Przykre, ale prawdziwe - warto o nim pamiętać


Pudełko jest tak skonfigurowane, że może występować nie tylko w wersji rozłożonej, ale również półotwartej. 


A teraz najbardziej istotne pytanie - czy prezenty się podobały??? Owszem i to bardzo :) Podusia nadaje się do użytku, pomimo 'wchodzacych' do uszu różczek (ups:)). Pachnące serduszko może przebywać tylko w jednym bucie na raz, co stanowi pewne wyzwanie, jeśli ma się parę butów (w sensie 1+1 but). Biurkowy niezbędnik chwilowo zasila domowy regał, bowiem mąż jest w trakcie zmiany biura. 

I ja się dziwię, że meteorolodzy nie mogą przewidzieć pogody;>.

piątek, 26 kwietnia 2013

Filcowy zawrót głowy: jak zrobić breloczki?

To nie tak, że jestem ślepa na otaczający mnie świat. Po prostu ciężko mi go dostrzec, patrząc jednocześnie pod nogi. A patrzenie pod nogi wydaje się logicznym posunięciem, jeśli nie chce się wpaść w dołek, wdepnąć w psią kupę, czy choćby potknąć. Oczywiście zachodzi ryzyko trafienia na ścianę - w sumie to nie wiem co gorsze... Dlatego też filcowy zawrót głowy trafił mnie stosunkowo późno. W autobusie zaatakowały mnie filcowe torebki, w sklepach - filcowe podkładki, etui na komórki, korale itd.
Te 10 lat temu kiedy kupowałam w Ikei podkładki pod krzesła, nawet nie przyszłoby mi do głowy, że mogę sobie z nich wykonać naszyjnik. Co swoją drogą jest niegłupim pomysłem na pozbycie się filcowych podkładek zakupionych 10 lat temu w Ikei, do podklejenia krzeseł, które zmieniłam po kilku miesiącach, w związku ze zmianą wizji aranżacji kuchni. Było się młodym, niezdecydowanym i nieuczulonym na remonty...
W każdym razie filc jest wszędzie! Można by bez przesady rzec, że zaczyna wychodzić już uszami i co ciekawsze wyszła też książka. Wyszła zarówno autorom (Joanna Tołłoczko i Piotr Syndoman), jak i wydawnictwu wyszła z magazynu i jakimś trafem weszła w skład mojej kolekcji książek poświęconych rękodziełu. 
Panie i Panowie (tych panów tak z rozpędu dodałam, bo wątpię by jakiś się tu przyplątał). Prezentuję Filcowy zawrót głowy, nieistniejącego już wydawnictwa Buchmann - książkę, którą z czystym sumieniem mogę polecić, bo pomysły prezentuje ciekawe, niedrogie w realizacji i proste w wykonaniu oraz co ważniejsze z czytelną instrukcją obsługi. 

Różniaste filcusie uśmiechały się do mnie z zamieszczonych w książce fotografii, wiec zdecydowałam się na zakup owego włókienniczego wyrobu. Swoją drogą, czy to tylko ja, czy ten przeklęty materiał jest nadzwyczaj drogi? Szczególnie w stosunku co do normalnych tkanin. A przecież to nic innego, jak sprasowane kłaki. Wystarczy taki Filon i dziennie z jego sierści dałoby radę 1 mb takiego filcu zrobić i to w naturalnym kolorze ecru. Ok, podejrzewam, że z uzyskaniem mniej naturalnych kolorów może być problem - w końcu ile kotów, psów czy owiec da się przefarbować na ... powiedzmy różowo? I to jeszcze bez angażowania Animalsów...
Ale wróćmy do tematu. Postanowiłam spróbować i jako pierwsze filcowe zadanie zdecydowałam się wykonać zwierzątka. Śmieszne maleństwa, które można wykorzystać na wiele sposobów np jako:
- breloczki
- zawieszki do telefonów, kluczy, torebek itp.
- ozdoba karuzeli dla niemowląt
- zabawki do zabawy dla maluchów
- ozdoba białych spodni :)
- inne z nazwy niewymienione, co nie znaczy, że nie wykonalne
Filc posiada kilka niezwykłych atutów. Między innymi jest wyjątkowo tolerancyjny i odporny na braki w zakresie umiejętności szycia. Można oczywiście zszywać ten materiał na maszynie, ale w przeciwieństwie do Frankensteina, zdecydowanie lepiej prezentuje się z widocznymi szwami. :)

Ja w trakcie pracy nie trzymałam się sztywno porad Pani Joanny. Zamiast filcowych oczu dodałam popularne ostatnio ruchome oczka. Zrobiłam również eksperyment ze skrzydłami sówki, tzn przymocowałam je z pomocą koralików, dzięki czemu ptaszysko może nimi ruszać (jeśli zechce oczywiście). Uznałam też, że koń bez dyndającego ogona wygląda łyso, to mu takowy dorobiłam. 
Na koniec jedna niezwykle ważna informacja - resztek filcu, nawet tych strasznie drobnych nie wyrzucamy... Wkrótce wyjaśnię dlaczego :)

ps. Pewnie przyda Wam się kilka szablonów, nic jednak nie stoi na przeszkodzie byście swoje własne wzory wykorzystali :)
Szablon z książki "Filcowy zawrót głowy"
 

środa, 24 kwietnia 2013

Jak wykonać organizer na tasiemki?

Nie lubimy się z MATEMATYKĄ. Być może to będzie subiektywna ocena, ale to JA zdecydowanie bardziej nie lubię MATEMATYKI, niż odwrotnie. W sumie ja jestem jedna, a MATEMATYKI jest nieskończona ilość - z czym zgodzi się chociażby każdy uczeń liceum. Skubana jednak się przydaje, zwłaszcza gdy umysł boryka się z LOGIKĄ. Ta dała mi ostatnio do myślenia. 
Czy taniej wyjdzie mi regularne kupowanie tasiemek po 2-3 metry, czy jednorazowy zakup powiedzmy 10-20 metrów? Cholera, nigdy nie lubiłam zadań z serii: ile literek alfabetu minie pociąg, jeśli wyruszy ze stacji A, pominie B i po 6 godzinach dotrze do zakopanego Zakopanego. Ponadto mając na stanie siedemnastolatka, coraz częściej dochodzę do wniosku, że jajko jest jednak mądrzejsze od kury, a nawet jeśli nie, to o swojej mądrość będzie tak mocno przekonywać (nie przyjmując sprzeciwu, że o drobnych sugestiach nie wspomnę) , że kura zamacha z rezygnacją skrzydłami i ze zwieszonym dziobem wróci na grzędę.

Nie pytajcie więc jak to się stało, ale nabyłam pokaźną ilość tasiemek, które z całą pewnością wykorzystam... jak tylko nad tym diabelstwem zapanuję. Rozpada się toto i stale rozwija (nie w rozwoju, ale SIĘ rozwija). Musiałam wymyślić coś, by mieć z nich jakiś pożytek, a nie skończyć jak niektórzy faraonowie - niekoniecznie martwi, choć zdecydowanie zmumifikowani (patrz film "Mumia' 1, 2, 3 i Scorpion King:)).

Wiem, że można dostać specjalne pojemniki na tasiemki i to jeszcze z nożykiem, ale na moje prywatne potrzeby, to taki gadżet nie jest potrzebny. Nic jednak nie stało na przeszkodzie, by coś podobnego spróbować wykonać samodzielnie. 

Jakby ktoś był w potrzebie, to instrukcję poniżej zamieszczam.

Potrzebne:
- jakieś pudełko, najlepiej ze 'skrzydełkami' :))
- resztki tapety, papier kolorowy, najlepiej o nieco większej gramaturze niż zwyczajne, ewentualnie tkanina (np. płótno)
- vikol
- taśma pakowa, biurowa lub malarska
Jednym słowem - co kto ma pod ręką, bądź w domu i nie wie co ma z tym czymś zrobić byle nie wyrzucić. Tia... z tym jednym słowem to trochę żartowałam :)

KROK 1:
Pozbawiamy karton "skrzydełek", przy jednoczesnym niepozbawianiu się palców.
KROK 2:
Wycięte elementy łączymy za pomocą taśmy pakowej, może być made in China. Proszę zwrócić uwagę na szczeliny pomiędzy kartonikami - muszą być, by każdy element pasował do siebie po złożeniu. 
KROK 3: 
Sklejamy boczek do boczku i otrzymujemy... Gdyby to była wieprzowina, to prawdopodobnie jeszcze niedoprawioną roladę. Ale, że to najprawdopodobniej mocno przerobione drzewo, to otrzymujemy kartonowy graniastosłup , niczym dąb Bartek - pusty w środku.

KROK 4: 
Nanosimy klej na ścianki graniastosłupa. Ej! Tylko po trochu - vikol szybko wysycha, więc nakładamy pewną partię i od razu przykładamy tapetę, papier kolorowy czy co tam sobie innego wymyślicie :)
KROK 5: 
Zaklejamy jeden koniec graniastosłupa. Na drugi, to wycięłam kawałek tekturki, by uniemożliwić tasiemkom wypadanie.

KROK 6: 
Instalujemy tasiemki w prowizorycznym, właśnie skleconym przyborniku. Ponieważ skubane wstążki i tak się rozkręcają, to je pokułam szpilkami. Uspokoiły się na razie. Co będzie jutro - zobaczymy. 

wtorek, 23 kwietnia 2013

Kwiatki pachnące na łące

Z tą łąką, to tak delikatnie przesadziłam. Kwiatki pojechały wczoraj do Agnieszki do Poznania, gdzie jak w każdym mieście trawniki się zdarzają, ale mianem łąki to ich raczej określać nie można. 
Tych którzy dołączyli niedawno informuję, iż pachnące kwiatki w kolorze kratkowanej czerwieni popełniłam wcześniej. 
Agnieszka wolała jednak zieleń, to by dopełnić wiosennego nastroju doprawiłam jej doniczki słoneczną włóczką i ... tasiemką z pszczołami. Gdzieś jeszcze biedronki się poniewierają, ale te są pieklenie nieobliczalne, więc równie dobrze mogą żerować teraz na palmie sąsiadów :).


Mam nadzieję, że się spodobają :)

Obserwatorzy

Prawy do lewego

Prawych uprasza się o korzystanie z zamieszczonych treści i zdjęć zgodnie z przepisami świata tego, sumieniem i społeczną moralnością. Znaczy, że można zapożyczyć w/w z mojego bloga tylko do celów niekomercyjnych i każdorazowo odsyłając do źródła. Jednocześnie uświadamiam, iż skany szablonów są moją własnością, jednak niektóre treści na nich się znajdujące - nie. Informuję o tym szczerze. Nie ponoszę odpowiedzialności za niewłaściwe wykorzystanie materiałów.

Obserwatorze! Nie bądź statystyczną cyferką na blogowym liczniku. Jeśli jesteś tu po raz pierwszy - napisz coś o sobie. ('Coś' to też 'coś', ale niekoniecznie o to mi chodziło;).