poniedziałek, 20 lipca 2015

Wyzwanie: Kolorowy zawrót głowy

Zdarza się, że wydawcy podzielą się ze mną swoimi dobrami, stąd i ja czuję się w obowiązku kogoś obdarować.

Tylko KOGO???

Zdecydowałam się przygotować WYZWANIE. A z racji niedawnego uruchomienia profilu sklepowego na Facebooku wyzwanie będzie dostępne właśnie tam jako wydarzenie.

Zanim przedstawię wszystkie zasady zobaczcie 'marchewkę' ;). Oto nagroda główna, która trafi do jednej osoby.


Swego rodzaju trój-pak w skład, którego wchodzi:

http://decomade.pl/produkt/1211-dekoracje-vintage

Kolorowanka dla dorosłych Dekoracje Vintage sponsorowana przez wydawnictwo Buchmann. A w środku ...



Do tego piórnik - kosmetyczka firmy Herlitz z serii Cocoon Ladylike Roses w kolorze miętowym z drobnymi różyczkami.


http://decomade.pl/produkt/1673-cocoon-ladylike-roses-piornik-kosmetyczka


Mięciutki, wykonany z zewnątrz z imitacji skóry, wewnątrz bawełna w drobne groszki. I jeszcze ...



Kredki Colorino Natura - miękki grafit, oprawa z naturalnego drewna, okrągły przekrój - oba te przedmioty ufundowane przez księgarnię decomade.pl

Ślinka cieknie mam nadzieję :). Niewielki wysiłek by tę nagrodę zdobyć nie powinien Wam zaszkodzić. Jednak by wszystko było jasne, to poniżej zamieściłam najważniejsze informacje o wyzwaniu. Jeśli czegoś brakuje, dajcie znać - wyjaśnię





Wyzwanie: „Kolorowy zawrót głowy”
Zadanie: pokolorować obrazek
Technika: dowolna – można użyć kredek, flamastrów, farb, wywaru z łupinek cebuli ;)
Czas: do 10 sierpnia 2015
Nagrody:
  • główna – zestaw kolorowanka Vintage, 'piórnik' Herlitz i 12 kredek Colorino Natura dla jednej osoby
  • dodatkowa: kod na darmową wysyłkę w decomade.pl dla 3 osób

Kto może wziąć udział:
  • Każdy, kto posiada profil na Facebooku i weźmie udział w wydarzeniu
  • Zgłoszenia społeczności, stron czy inne profile firmowe i grupowe nie będą brane pod uwagę
Zasady wyzwania:
  • potwierdź udział w wydarzeniu
  • wydrukuj obrazek z kolorowanką (dostępny również w zdjęciach na profilu i na stronie sklepu decomade.pl)
  • pokoloruj obrazek
  • zamieść skan lub zdjęcie w komentarzu pod wydarzeniem na profilu FB decomade.pl

Obrazek lepszej jakości znajdziecie na tej stronie (przed wydrukiem powiększ)


Podsumowanie
  • Wyniki zabawy zostaną ogłoszone na Facebooku najpóźniej 12 sierpnia. 
  • Nagroda główna zostanie przyznana, jeśli 20 osób lub więcej nadeśle swoje prace. 
  • Po odbiór nagród (zarówno głównej jak i dodatkowych) należy zgłosić się za pośrednictwem wiadomości prywatnej. 
  • Na zgłoszenie się po odbiór i wskazanie adresu do wysyłki nagrody głównej zwycięzca/zwyciężczyni ma 7 dni. Po tym terminie nagrodę przyznamy innej osobie, spośród uczestników wydarzenia

Uwagi dodatkowe
  • tylko pokolorowany obrazek z logiem decomade.pl będzie brał udział w wyzwaniu
  • nagrody głównej nie wysyłamy zagranicę
  • kody na darmową wysyłkę obowiązują na ternie Polski 
  • dane osobowe przekazane przez zwycięzców posłużą tylko i wyłącznie do wysyłki nagród z tego wyzwania
Życzę przyjemnej zabawy i powodzenia
Ania 


sobota, 18 lipca 2015

Taśma dekoracyjna POP w użyciu

Powiem Wam w zaufaniu, że bliskie sąsiedztwo hurtowni z artykułami papierniczymi ma swoje dobre strony. Przede wszystkim można szybko domówić towar na potrzeby sklepu. Trzeba jednak unikać osobistych odwiedzin. Niby można w ten sposób wypatrzeć coś nowego, albo fajnego, co umknie podczas przeglądania w necie. Można też wyjść stamtąd bez gotówki w portfelu i z debetem na koncie...

Podczas ostatnich odwiedzin (bez portfela;)) przykleiła się do mnie wąsata taśma, co wzbudziło początkowo moje niezadowolenie, potem zdziwienie, a na koniec ciekawość.

Niezadowolenie dotyczyło ewentualnie zniszczonej garderoby przez taśmę z wąsami, zdziwienie dotyczyło samych wąsów. Co oznacza ciekawość każdy wie.

Okazuje się bowiem, że taśma z wąsami, jak również i bez nich, ale np we wzorek moro, kleksy, graffiti itp to dzieło Australijczyków przywłaszczone w Polsce przez firmę Trefl znaną raczej z produkcji puzzli i gier planszowych dla dzieci. Na ich stronie znajdziecie taki oto filmik motywacyjny ;))


Do mnie oczywiście reklama nie przemówiła - należę do innej grupy wiekowej. Nie zmienia to jednak faktu, że sam pomysł na oklejenie niemal wszystkiego taką taśmą zapowiadał się interesująco. Postanowiłam produkt przetestować

Zaczęłam od czegoś prostego - oklejenia małej puszki po ekstra drobnym groszku. Wybrałam taśmę w kleksy, bo uznałam, że świetnie będzie pasować do pojemnika na kolorowe pisaki.


Cała operacja zajęła 5 minut, chociaż jak widać na załączonym obrazku nie obyło się bez błędów.


Taśma jest bardziej elastyczna, niż te do pakowania, faktycznie można ją przyklejać i odklejać do woli, pod warunkiem, że nie sklei się sama ze sobą - wówczas ratują nas jedynie nożyczki.
Przez całe to taśmowe zauroczenie nie przemyślałam projektu do końca - nie zauważyłam, że krawędzie taśmy można dopasować do siebie, dlatego z bliska widać miejsce łączenia...



Przy kolejnej próbie do entuzjazmu dodałam szczyptę myślenia logicznego i zdecydowałam się na uważniejsze łączenie pojedynczych kawałków taśmy. Tylko co nią potraktować?

W biurze przewala mi się kilka segregatorów z odzysku, które staram się zawsze ukrywać przed wzrokiem bo ich wygląd mnie irytuje.


Ale już kleksy nie powinny :))


Wnętrze pozwoliłam sobie pozostawić w większości bez zmian. Szkoda mi taśmy na jego wykończenie - za chwilę wypełnię go dokumentami, do których będę zaglądać raz na pół roku...


Na koniec jeszcze te wąsy... Nie mogłam się im oprzeć :). 

Postanowiłam 'oprawić' nimi zeszyt z notatkami. Staram się wykorzystywać zeszyty syna, których nie zapisał do końca. Albo wyrywam z nich czyste kartki i wykorzystuję do podręcznych notatek, albo jeśli były nieznacznie zapisane, używam jako zeszyt. Wstyd tylko czasem się z takim pokazać;>


Jak widzicie na zdjęciach dość często pojawia się mata do cięcia. Owszem, taśmę można ciąć nożyczkami, a z filmiku dowiemy się, że można ją również rwać. Ja chyba jednak wolę bardziej precyzyjne techniki. Poza tym nigdy nic nie wiadomo - o stół dbać trzeba - dłużej posłuży.



W przypadku cienkiego zeszytu wygodniej go rozłożyć na macie i przykładać taśmę bez obaw, że coś się zniszczy.

Nic nie szkodzi, jeśli nie dopasujemy wzoru od razu - taśmę do się odkleić bez większych problemów. Nawet od okładki zeszytu. Później wystarczy na nowo dopasować krawędzie i docisnąć.


Tak wygląda zeszyt oklejony  i trochę przyklejony do maty. Z nierównymi krawędziami można sobie wówczas poradzić jednym cięciem przy linijce


Dosłownie 10 minut zajęła mi metamorfoza zeszytu :)



Tak sobie myślę, że chociaż to świetny patent na okładki, to jednak nie jest tani. Komplet okładek plastikowych na zeszyty kupicie pewnie taniej, więc raczej nie wyobrażam sobie by taśmę POP masowo wykorzystywano w celach szkolnych.  Niemniej jednak to ciekawy materiał do oklejania różnych przedmiotów z recyklingu, prosty w obsłudze i nie wymagający szczególnych zdolności. Z jego pomocą można przygotować ramkę do zdjęcia, podkładkę na biurko, czy zakładkę do książki. 

W sieci znalazłam również filmiki na których z taśm dekoracyjnych (nie POP, ale innych) wykonuje się portfele, torby i wiele innych






Pozostało mi już tylko ocenić samą taśmę POP. W dotyku jest taka trochę gumowata - nie znajduję lepszego słowa :). Zdecydowanie nie śliska. Podejrzewam, że kilka zeszytów z tamową okładką może do siebie przywierać. 

To co mnie zaskoczyło to niedobór informacji o  materiałach z których taśmę wykonano. Co mnie bardzo zdziwiło to fakt, że ani oryginalny producent, ani Trefl nie zamieścili o tym żadnych informacji na swoich stronach. Przy całej tej dbałości o spełnianie norm i informowanie konsumenta z czym ma do czynienia uważam to za poważne uchybienie. 

Nie oszukujmy się - to nie może być produkt przyjazny do środowiska - nie wyobrażam sobie by szybko się rozkładał. Nie znalazłam też żadnej notki o szkodliwości tej taśmy dla zdrowia. Kolejne niedopatrzenie to brak zaznaczenia od jakiego wieku można taśmę używać - osobiście nie dawałabym jej dzieciom młodszym niż 6 lat.

Jeśli pominąć te techniczne niedociągnięcia, to taśma POP jest całkiem fajnym gadżetem. Nie będzie stanowić podstawy rękodzieła, ale już przydatny dodatek w do prac plastycznych owszem. Mam nadzieję, że trefl poszerzy ilość wzorów, których w oryginalnej wersji jest dużo, dużo więcej.

 

sobota, 11 lipca 2015

TILDA: Jak uszyć papugę KAKADU?

Obiecywałam przygotować przepis na kakadu Tildy i słowa dotrzymuję. Uprzedzam, jednak że korzystałam z książki "Tildas Atelier" w wersji norweskiej, który nie jest moją mocną stroną. Co gorsza, dokładnie to samo można powiedzieć o Google translatorze.  Na szczęście większość projektów Tone Finnanger, która stworzyła serię Tilda, jest bardzo podobna w wykonaniu.  Wystarczy więc zastosować trochę logiki, fatalnego tłumaczenia i szczyptę wyobraźni - efekt może okazać się bardziej niż zadowalający.

Na początek oczywiście szablon. Jak zwykle, należy zapisać na dysku i druknąć. Przypominam również, iż nie jestem  autorką projektu i wzorów, ale już niniejszej instrukcji tak, jeśli więc zamieścicie go na swoim blogu, albo będziecie prezentować wykonaną zabawkę, to wspomnijcie o mnie . Będę wiedzieć, że mój wysiłek został doceniony i chętniej wykonam kolejne instrukcje :)



Do wykonania kakadu potrzebne będą:
  • tkanina na ciało i skrzydła w tym samy kolorze (pamiętajcie, że kakadu występuje nie tylko w białym kolorze, chociaż ten jest najbardziej popularny)
  • tkanina na dziób
  • wypełniacz do zabawek, nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o kulce silikonowej ;)
  • gotowa podstawka z kijkiem, albo bambusowy patyk (podpórka do kwiatów)


KROK 1: 
To w zasadzie już standardowy krok , mianowicie : na podwójnie złożonych tkaninach prawą stroną do wewnątrz rysujemy szablon, następnie zszywamy całość i wycinamy zachowując odstęp do 3 mm od szwu. Na zdjęciach widzicie również dziób papugi, ale o tym jak go uszyć napiszę w odrębnym kroku.




Tak jak w każdym projekcie Tildy, tak i tu warto ponacinać tkaninę przy kątach ostrych - skrzydła przy 'piórach', na czubku głowy i ogona. Nacięcia mają dochodzi do szwu, ale go nie przecinać - dzięki temu zabiegowi, po wywinięciu na prawą stronę, otrzymamy kształtną zabawkę (bez marszczeń i zagięć)

KROK 2:
Aby wywrócić skrzydła na prawą stronę musimy zrobić otwory. Bardzo ważne - ułóżcie  skrzydła obok siebie i dopiero bierzcie się za wykonanie otworu. Ja raz za szybko się za to wzięłam i zrobiłam otwory w obu skrzydłach po tej samej stronie. W efekcie po przewinięciu otrzymałam 2 lewe skrzydła;>.


Otwór wykonujemy w górnej części skrzydła, nie większy niż 2-2,5 cm.  Za pomocą rozpruwacza nacięłam tylko jedną warstwę tkaniny, a następnie powiększyłam je nożyczkami.

KROK 3:
Po wywinięciu na prawą stronę skrzydła rozprasowujemy. Jak widać na fotce w lewym górnym rogu, nie nacięłam brzegów wystarczająco dobrze i 'pióra' wyszły zbyt naciągnięte. To nie jest wielki problem, będę musiała po prostu bardziej się nagimnastykować przy wypełnianiu, by uzyskać właściwy kształt. Ale zanim to nastąpi, muszę jeszcze skrzydła przeszyć. Na szablonie, przerywaną linią, zaznaczono kształt 'piór'. Można je na tkaninie narysować, albo - jak ja - zaznaczyć szpilką.


Później wystarczy zastosować ścieg prosty :)

KROK 4:
Wykonanie dzioba przedstawiało pewien problem. Nawet jeśli nie wynika to z obrazka poniżej, to wierzcie mi - linia krawędzi dzioba i linia do wszycia w ciele papugi nie pokrywają się ze sobą. O czym mówię?

Na zdjęciu w pkt A dziobek ma po prawej stronie wypukły 'brzuszek', który idealnie pasuje do wklęsłości w ciele papugi. Problem polega na tym, że aby go przyszyć musicie obrócić tkaninę jak lustrzane odbicie (pkt B). Linie łączenia wówczas nijak do siebie nie pasują. Trochę jak z wszywaniem rękawów. Nie jest to nie wykonalne, ale wymaga wprawy szczególnie, że dziób jest malutki.


Zdecydowałam się na wsparcie ze strony Tone, która opisuje w książce jak wszyć dziób... po norwesku

Sett de to delene sammen slik at punkte A og B ligger mot hverandre Ustaw oba elementy razem tak, że punkty A i B naprzeciw siebie tegn av motstående deler til kropp, og klipp ut med godt sømrom. Klipp nøyaktig 6 mm sømrom der hvor nebbet skal festes.
Teg n av og klipp ut to motstående nebb på samme måte, godt med sømrom rundt, men nøyaktig 6 mm der nebbet skal festes i kroppen, se figur A. Vanskelige buen på nebbet gjør at det lønner seg å tråkle nebbet fast for hånd. Fordi du har klippet nøyaktig sømrom, kan disse legges kant i kant, og det vil bli riktig når du tråkler nebbet fast langs den tegnede streken, figur B. tråkle godt fast.


Jeśli chcecie wiedzieć co zdaniem google translatora autorka ma na myśli, to wklejcie sobie tam tekst. Ja ograniczę się do jednego zdania: niech to szlag! Wszycie tego dzioba jest bardzo podobne do wszywania rękawów - czego nie cierpię robić. Trzeba mieć wprawę... a ja z niej wyszłam dawno temu.
Dlatego zdecydowałam się dzióbek zszyć maszynowo i już gotowy zszyć z papugą ręcznie. Na potrzeby tego tutka powiększyłam odpowiedni fragment szablonu, by pokazać jak można poradzić sobie z wszyciem 'kłapacza'.


Zszyłam na maszynie krawędzie dzioba, z obu stron dzioba i ciała papugi zaznaczyłam miejsce łączenia. Dziób wywinęłam na prawą stronę i obróciłam.


Oczywiście - tu też linie łączenia nie pasują do siebie. Czym różni się mój sposób od oryginalnej instrukcji?

Otóż wg instrukcji w książce dziób należy odrysować na dwóch kawałkach tkaniny i każdy wszyć osobno do wklęsłości w ciele. W ten sposób otrzymacie 2 kawałki ciała już z przyszytym dziobem. Trzeba je później ułożyć prawymi stronami do środka, dopasować zarówno tkaniny dziobów jak i ciała papugi. Jeśli źle je zszyjecie, może się okazać, że dziób z jednej strony będzie większy niż ten z drugiej. 
Nie wiem jak to opisać lepiej, ale wiem, że dla kogoś niewprawionego w szyciu połączenie tych elementów będzie koszmarem.

Wróćmy więc do łączenia już gotowego dzioba z gotowym i zszytym ciałem papugi (przed wypełnieniem). Konieczne jest naciąganie tkaniny, by dopasować do siebie linie łączenia. Warto zacząć od spięcia  obu elementów w newralgicznych miejscach, tj u góry i dołu ciała papugi. Pomiędzy tymi punktami naciągamy tkaninę na boki, jednocześnie dopasowując linie łączenia.


Nie przestraszcie się jeśli tkanina dzioba będzie się marszczyć i powstaną fałdki. Trzeba obiema tkaninami tak popracować by tych fałdek było jak najmniej. Potem normalnie zszyjcie (w ręku) oba elementy - tylko ścisło, by przy wypychaniu zabawki nie doszło do rozprucia szwu. 

Wybaczcie, ale opisywanie tych działań na sucho jest trudne. Żeby nie zniszczyć tkaniny na ciało, którą sobie przygotujecie, proponuję na jakiś skrawkach odrysować górny fragment głowy, dodatkowy dziób i najpierw popracować na próbę. Jeśli Wam wyjdzie, to wszycie we właściwej zabawce nie będzie trudne. Jeśli nie, to próbujcie dalej. Albo sprawdźcie na samym dole posta jakie alternatywne rozwiązanie można zastosować.

KROK 5:
Po przyszyciu dzioba pozostaje Wam już tylko przewrócenie ciała na prawą stronę i wypchanie zabawki. Przy skrzydłach pomocne znów okażą się pałeczki do sushi :))


Z przejęcia nie strzeliłam fotki, żeby pokazać jak 'zamknąć' papugę, dlatego też zamieszczam obrazek zeskanowany z książki - jest, moim zdaniem, wystarczająco czytelny. W razie problemów piszcie w komentarzu - postaram się pomoc :)

KROK 6:
Pozostało już tylko wykończenie 'twarzy' i przyszycie skrzydeł


Do zaznaczenia oczu użyłam szpilki z główką zakończoną 'perełką' - wystarczy delikatnie dotknąć główką farby, by po dociśnięciu do tkaniny otrzymać śliczne okrągłe oczka :). 

Jako różu możecie użyć albo prawdziwego kosmetyku, albo kredki. Wystarczy kawałek drobnego papieru ściernego by zetrzeć grafit, a otrzymanym pyłkiem potraktować zabawkę (tylko z wyczuciem;))





Oryginalnie kakadu jest zamocowane na patyku z podstawką. U mnie lepiej sprawdzi się jako ozdoba kwiatka :)

UWAGA. Alternatywne wykonanie dzioba. W sumie wpadłam na to dopiero dziś, ale przeglądałam inne książki Tildy i rzuciły mi się w oczy jej różne ptaszyska. Najczęściej dzioby szyte są razem z ciałem zabawki a na końcu pomalowane farbą do tkanin w odpowiednim kolorze. Jeśli więc nie zależy Wam na dokładnym odzwierciedleniu projektu Tone, prostszym rozwiązaniem będzie pomalowanie dzioba.  Postaram się to rozwiązanie niedługo przetestować

Mam nadzieję, że moja instrukcja jest w miarę czytelna i że dzięki niej wprowadzicie do swoich domów kakadu, które jest bardzo piękną papugą. W tym konkretnym przypadku - również czystą i cichą ;)

niedziela, 5 lipca 2015

"Połącz kropki" recenzja nowych książek antystresowych

Zarówno kolorowanki jak i zabawa w łączenie kropek nie jest niczym nowym - każdy z nas kiedyś miał z nimi do czynienia w dzieciństwie. Jednak nikt wcześniej nie wpadł na pomysł, że obie te aktywności mogą wykonywać z powodzeniem również dorośli - wystarczy tylko ... "podnieść poprzeczkę", by treści nie były nudne i infantylne.

Tak właśnie jest w przypadku serii "Połącz kropki" wydawnictwa Buchmann. 2 książki, a w nich tysiące kropek do połączenia. W efekcie czego otrzymamy rysunki najwspanialszych budowli świata, znanych postaci, dzieł sztuki i wiele, wiele innych. 



Zdolności plastyczne nie są wymagane, a jedynie trochę czasu, ołówek, gumka i - w niektórych przypadkach linijka. O narzędziach napisałam pod koniec posta.


Zajrzyjmy do środka


W chwili obecnej dostępne są dwa tytuły z serii, a mianowicie : Ludzie, zabytki i przyroda oraz Dzieła sztuki, krajobrazy i pojazdy. Przeglądając zawartość bloków często zdarzy się zobaczyć znajome kształty, jednak pod obrazkami nie ma podpisów co właściwie przedstawiają. I dobrze, bo trzeba się skupić na łączeniu kropek a nie zgadywaniu, co zobaczysz, jak już je połączysz. Niemniej jednak na końcu książki znajdziemy spis treści a w nim nazwy poszczególnych projektów. To bardzo fajna ciekawostka - nie każdy jest bowiem znawcą sztuki, czy architektury. Można, więc się jeszcze czegoś przy okazji nauczyć :).

Podobnie jak w kolorowankach z serii Odstresuj się , tak i w tym przypadku, wszystkie kartki mają perforacje i można je wyrwać z książki. Przyznam, że początkowo zaczęłam rysować w bloku, ale jak łączyłam kropki, to ten co chwilę uginał się pod naciskiem ręki (szczególnie w dalszych projektach) i musiałam dociskać książkę, by była sztywniejsza i by ołówkiem trafić w kopkę. Dlatego zdecydowałam się od razu wyrwać kartkę i rysować na bloku. 


Jak się okazało pomysł rewelacyjny, jednak uprzedzam, że wyrwanie kartki ze środka nie jest do końca łatwe. Najładniej 'wychodziły' kartki z początku książki. Gdy próbowałam wyrwać jakąś bliżej środka, to niestety krawędzie się strzępiły. Perforacja jest tuż przy grzbiecie, więc trzeba mocno go odgiąć, wręcz 'złamać' by ładnie wyrwać jeden arkusz. 
Byłby lepiej gdyby perforacja nie była tak blisko grzbietu książki lub była mocniejsza przez co łatwiej wyrywałoby się papier. To jest jednak drobny szczegół , który w zabawie nie przeszkadza.

Do działa - połączmy kropki!

Przy każdym rysunku zaczynamy pracę od poszukiwania cyfry 1 :). Co czasem stanowi spore wyzwanie.
Na załączonym obrazku znalazłam 3 i 4 , ale w okolicy nie widać 2, że o 1 nie wspomnę. W końcu przestałam szukać po lewej stronie obrazka i przypomniałam sobie, że jest też prawa. No proszę - jest numer 2 , ale 1 przy nim nie ma;(.  No oczywiście, czemu miałby być?! Dopiero jak powiększyłam zakres poszukiwań do 5 cm z każdej strony...JEST! Jest 1, no to zaczynam...
 
Wszystko idzie przyzwoicie dobrze, aż do numeru 65. Zacinam się bo 66 nie ma w najbliższej okolicy. Jest po przeciwnej stronie! Po drodze kilka razy musiałam zastosować gumkę, głównie dlatego, że niektóre kropki są tak blisko siebie, że kreski nachodziły na siebie i musiałam to poprawić. Idę dalej. Hmmm... A gdzie u licha podziało się 278???. 
Niczym android w moim telefonie, zawieszam się na pół minuty, by po chwili odnaleźć trop. Tak - to właściwe określenie :). Łączenie kropek to częściowo tropienie cyferek - a dopiero później pociągnięcie kreski. ... 315,316,317... koniec !
BIG BEN? Chyba...


Faktycznie wygodniej jest rysować na pojedynczej kartce niż w całym bloku. Kartkę można obrócić, ponieważ dłuższe kreski czasem łatwiej pociągnąć z góry do dołu niż z boku na bok. Chociaż to i tak kwestia wprawy. A, że ja od dawna nie rysowałam 'z ręki', to bezwstydnie używałam linijki, by otrzymać linie całkowicie proste. Kto mi zabroni;>?

Oczywiście powiecie, że takie łączenie kropek jest mało twórcze, w przeciwieństwie do kolorowanek dla dorosłych. Ba, trudno nawet efekt końcowy nazwać obrazkiem - w końcu nie jest to nawet prawdziwy szkic. Coś takiego trudno będzie powiesić na ścianie jako ozdobę. 
Chyba, że ...

Tak, można pomalować po-kropkowane obrazki. Dziełem sztuki tego nie nazwiemy, z bliska będą też widoczne nadrukowane (chociaż pomalowane) cyferki. Ale czy to ma znaczenie?
Ważne jest to, by pamiętać, jaki jest pierwotny cel zarówno kolorowanek, jak i serii "połącz kropki". 

Wystarczy spojrzeć na grzbiet wszystkich bloków wydanych przez Buchmanna. Odstresuj się! Właśnie relaks jest końcowym celem łączenia kropek, a nie próba stworzenia artystycznego dzieła :)




No dobrze, to spróbujmy raz jeszcze - tym razem będę musiała połączyć kropki  idąc w ślad nie tylko za cyframi arabskimi, ale również rzymskimi oraz małymi i dużymi literami alfabetu.


Zacznę od liter  - jest ich mniej. Zwiesiłam się przy L. Chwilę mi to zajęło nim mózg przetworzył dane - no tak , Ł próżno szukać książce, którą oryginalnie stworzyli Anglicy  :)

Rzymskie liczby na szczęście kończą się przy XIII. Nie obyłoby się bez google, gdybym musiała łączyć kropki do  LXX (70).

W okolicach 112 pomyślałam, że fajnie byłoby zrobić sobie herbatę, ale w głowie nieprzerwanie brzmi również: "jeszcze trochę, za chwilę kończę...  223... jeszcze tylko 5 minut ... 254..."

Herbatę zrobiłam 15 minut później, już po połączeniu wszystkich kropek :). Doprawdy jak się zacznie, jak skupisz umysł na poszukiwaniu kolejnej kropki, potem kolejnej i kolejnej, to nie przestajesz, aż nie znajdziesz ich wszystkich i połączysz w całość.

Podobnie jak w przypadku kolorowanek dla dorosłych, tak i łączenie kropek wymaga skupienia, trochę wyobraźni i zaangażowania. Ale warto - przez ten czas żadna inna myśl nie zaprzątała mi głowy (prócz chwilowej słabości do z herbaty). Co ciekawsze, nawet jak już skończyłam, to wrażenie rozluźnienia pozostało, przynajmniej do czasu nim do głowy wpadła niechciana myśl o pracy. Wzięłam więc do ręki kolejny obrazek :)

Słów kilka(dziesiąt) o narzędziach
 
Od razu odradzam użycie długopisu czy cienkopisu - poszczególne obrazki składają się z setek kropek, niektóre znajdują się blisko siebie -  inne dalej. O pomyłkę nie trudno, stąd najlepszym rozwiązaniem jest ołówek, który łatwo zetrzeć. 

Dla osób niewtajemniczonych powiem do razu, że grafity ołówków mogą być twarde (H) lub miękkie (B). Może się to wydawać bez znaczenia, ale jednak tak nie jest. Im twardszy ołówek, tym częściej mocniej dociskamy go na kartce (mają jaśniejszy odcień kreski, niż miękkie), przez co pozostawimy ślady po drugiej stronie kartki, gdzie również znajduje się obrazek na narysowania.


Z kolei im bardziej miękki ołówek, tym łatwiej będzie nim rysować, ale każda kolejna kreska będzie coraz grubsza, a do tego grafit będzie się rozmazywać i pobrudzimy obrazek, że o dłoniach nie wspomnę.

Dlatego polecam grafity nie twardsze niż 2H, nie miększe niż 2B, a najlepszy będzie HB lub F. Grubość grafitu też ma znaczenia - jak pisałam niektóre kropki są bardzo blisko siebie, więc jeśli macie pod ręką ołówek automatyczny, to najlepsza grubość będzie 0.5 mm. W przypadku tradycyjnych ołówków radzę mieć też pod ręką temperówkę.

Ja zdecydowałam się wypróbować ołówek firmy Koh i Noor przygotowany z myślą o graczach Sudoku :). Bardzo ciekawe narzędzie - w 2/3 jest to tradycyjny ołówek, a resztę stanowi gumka do ścierania - uwaga - w drewnianej oprawie! Można ją temperować podobnie jak ołówek.


Jest to o tyle wygodne, że gumka ma stożkowy kształt idealnie nadający się do ścierania kresek. Nie brudzi się też tak, jak przewalające się po domu gumki.


Podsumowując... Połącz kropki, to zupełnie inny potwór niż kolorowanki dla dorosłych. Oczywiście końcową pracę też można pomalować, ale nie barwne refleksje są w tym przypadku efektem końcowym. Niczym detektyw za przestępcą, tak Ty ścigasz kolejne kropki, łączysz kreską by sekundę później ścigać następną. Nie ma miejsca na myślenie o niedokończonym projekcie w pracy, o czekającej nas rozmowie z przełożonym czy nieugotowanym obiedzie (jeśli nie zamykasz lodówki na kłódkę, to domownicy przeżyją). Myślisz tylko o celu przed sobą - znalezieniu właściwej kropki. W trakcie tej pogoni psychicznie odpoczywasz i odprężasz się. A gdy już dotrzesz do ostatniej kropki, to tak jak ja - dostosujesz wzrok do szerszej perspektywy, popatrzysz przez chwilę na dopiero co powstały obrazek i powiesz ...

SUPER! To, który obrazek następny?

czwartek, 2 lipca 2015

Za mało rąk, za krótka doba

Miesiąc blogowej ciszy... Ehh. 

Wiosna i lato mają swoje plusy - dodają energii, chęci do pracy. W umyśle kreują się nowe pomysły, kreślą mnogie projekty. Jeszcze więcej planów się rysuje, rzeczy które trzeba zrobić na kartce przybywa. I chociaż dzień wydaje się dłuższy, to wierzcie mi - czasu więcej niż normalnie nie ma ;(. Doba nieustanie ma 24 godziny i mimo próśb i gróźb, więcej mieć nie chce. A mnie dodatkowe ręce też nie wyrosły. A przydały by się, oj przydały...

Po zimie zachłanna się obudziłam. Chciałam działkę pracowniczą w malowniczy ogród przekształcić, rozpocząć produkcję koszulek malowanych pastelami Pentela, wyszydełkować dziesiątki bransoletek i uszyć wszystkie tildowe zabawki z obcojęzycznych książek. A jeszcze w wolnym czasie zaczytywać się w uroczych powieściach i relaksować się przy ostatnio popularnych kolorowankach. To prywatnie, bo  pracę więcej energii chciałam włożyć. Do decomade.pl wprowadzić nowe oferty powieści dla pań i kompletną ofertę art papu.

Tyle chęci, tyle planów - za mało rąk, za krótka doba...


To strasznie frustrujące, jak chcesz coś zrobić, ale własne ciało Cię ogranicza i zdradza, bo spać mu się np zachciewa;>.

Zwalniam więc. Nie, nie rezygnuję - robię to co w danym momencie muszę, albo mam ochotę zrobić, a cała reszta czeka na swoją kolej, wpisana w notes, który w przeciwieństwie do mnie - nie zapomina.

Na bieżąco poszerzam ofertę księgarni. W lecie trudno o nowości z zakresu rękodzieła, ale nowe kolorowanki dla dorosłych rosną jak grzyby po deszczu.

Same się przekonajcie . To właśnie przyszło od wydawcy



A to moje zestawy z "drobnymi" gratisami :)

http://decomade.pl/produkt/1590-pakiet-2x-polacz-kropkihttp://decomade.pl/produkt/1589-pakiet-2-x-esy-floresy-kolorowy-trening-antystresowyhttp://decomade.pl/produkt/1591-pakiet-ozdabianki-i-rysowanki-oraz-kredki-122-kolory

A to co czeka na zestresowane panie w najbliższych tygodniach:


Ja na razie jestem wierna Inwazji bazgrołów, ale zarezerwowałam sobie po jednym albumie Połącz kropki i Japońskich inspiracji.

Przeglądam również ofertę kredek i dodaje co ciekawsze propozycje. Oczywiście mogłabym 'zassać' całą ofertę z hurtowni, ale nie każde kredki zasługują na uwagę, a niektóre warto omijać wielkim łukiem. Zajęcia w szkole plastycznej jasno mi to uzmysłowiły.

http://decomade.pl/produkt/1581-12-kolorow-kredki-metaliczne-czarne-drewno-okragle

Kilka nowych tytułów dorzuciłam do Sklepiku z marzeniami - ba "Całodobową księgarnię Pana Penumbry" właśnie 'połykam'. Rzadko trafiam na książkę, którą czytam jednym tchem. Często zaczynam jakąś i jeśli 'wlecze się' po 20 stronach, to odkładam 'na lepsze czasy' :). Też tak macie?

Planuję w przyszłości zrobić kilka konkursów - więc nie uciekajcie za daleko :)

A po pracy... Te z Was, które prowadzą własny biznes, to wiedzą, że w zasadzie nie ma czegoś takiego jak 'po pracy'. Często nawet nie ma czegoś takiego jak urlop. Wykorzystuje się tzw długie weekendy, ale dłuższe lenistwo nie wchodzi w rachubę.

Moja lepsza połowa wykorzystuje fakt, że mogę wejść do samolotu bez zażycia  psychotropów, butelki tequili i wsparcia 2 osiłków. To miłe, bo właśnie czerwcowy weekend spędziliśmy w Atenach. Marzyłam , żeby tam pojechać i ... to strasznie. Szczególnie po zajęciach z historii sztuki, gdzie napatrzyłam się na jońskie i korynckie kolumny, potężne budowle i smukłe, przepiękne rzeźby.

Rozczarowałam się... 



Nie mówię o całej Grecji, bo jej nie widziałam - tylko Ateny. Miasto jest ogromne, gdzie się nie spojrzy, ściany zabazgrane grafitti, okna wystawowe zakratowane, budynki szare i poza turystycznymi ulicami - brudne. Chyba zapomnieli jak wygląda i do czego służy farba. Dla kogoś takiego jak ja, co zwraca uwagę na szczegóły, nie mogło się tam podobać. A z zabytków zostały już w zasadzie szczątki. Zdjęcia z albumów, które kiedyś widziałam, niczym zwiastun w filmie, pokazywały tylko najciekawsze fragmenty, ukrywając prawdę - czas i niestety też ludzie zrobili swoje i z kultury starożytnej zostały już tylko stale łatane szczątki.


Jak w przypadku tych głowic, poukładane w rządku nie przypominające w zasadzie niczego podniosłego i wspaniałego. Niedopasowane leżą 'pod płotem' i porastają trawą, aż wkrótce znikną. 



Jeśli warto do Grecji pojechać, to na wyspy. 


Zajrzeliśmy tylko na jedną - Eginę, ale mąż już uknuł plan by zwiedzić wyspy pływając promem od jednej do drugiej. Fajnie by było. Tylko czy przez obecny kryzys w Grecji będzie to możliwe... zobaczymy.

Po powrocie na ziemię polską, jeśli zostaje mi jakiś czas wolny, który jako własna szefowa sama sobie narzucam, to dzielę go pomiędzy rodzinę i jak najmniej inwazyjne hobby, jakim w chwili obecnej jest szydełkowanie bransoletek. Oto mój najnowszy wyrób. Dziś skończony :)



Kilka razu prułam naszyjnik, bo a to grubość, a to wzór mi nie odpowiadał. Ale ogólnie jestem zadowolona i teraz mając szablon, mogę próbować innych kombinacji kolorystycznych.

Niezłe podsumowanie miesiąca, co? ;). Chciałam przy tej okazji gorąco podziękować Chadze, Ani, Dianie i Mysi, które mimo mojego nieregularnego blogowania wiernie pozostawiają swój ślad w komentarzach. To dzięki Wam wracam :). Zaglądam na Wasze blogi, ale przyznaję, że nie zawsze znajduję czasu, by samej zostawić ślad. Mam nadzieję, że mi wybaczycie.

Dziękuję i zapraszam ponownie wszystkich przypadkowych czytelników. Jeśli nawet nie odpowiadam na komentarz, to każdy czytam, każdy dodaje otuchy i w miarę zainteresowań zostaję wierną czytelniczką Waszych blogów.

Dziś chciałabym zakończyć ten post na kształt serialowego odcinaka, co mam nadzieję zobliguje mnie do napisania (w miarę szybko) kolejnego posta. Czyli...

W kolejnych odcinkach (postach:)):
- instrukcja wykonania papugi  projektu Tildy


- konkurs kulinarny
- test produktu

http://decomade.pl/produkt/1244-cytrusowe-orzezwienie-kule-do-kapieli-z-sola-morska

- antystresowe wyzwanie

Trzymajcie kciuki by mi się plan udało wykonać ;)

Obserwatorzy

Prawy do lewego

Prawych uprasza się o korzystanie z zamieszczonych treści i zdjęć zgodnie z przepisami świata tego, sumieniem i społeczną moralnością. Znaczy, że można zapożyczyć w/w z mojego bloga tylko do celów niekomercyjnych i każdorazowo odsyłając do źródła. Jednocześnie uświadamiam, iż skany szablonów są moją własnością, jednak niektóre treści na nich się znajdujące - nie. Informuję o tym szczerze. Nie ponoszę odpowiedzialności za niewłaściwe wykorzystanie materiałów.

Obserwatorze! Nie bądź statystyczną cyferką na blogowym liczniku. Jeśli jesteś tu po raz pierwszy - napisz coś o sobie. ('Coś' to też 'coś', ale niekoniecznie o to mi chodziło;).