sobota, 3 października 2015

Wokół szydełka i BOA z łańcuszka

Nostalgia mnie chwilowa dopadała. Jako mała dziewczynka nie zdawałam sobie sprawy jak ważna może być taka babcia, co potrafi sama fartuch uszyć albo zrobić skarpetki na drutach. Dziś pluję sobie w brodę, że nie 'wyciągnęłam' od nich więcej wiedzy. Stanowczo twierdzę, że żadna książka nie nauczy szyć, czy dziergać tak dobrze jak prywatna babcia. 

Henryka nauczyła mnie szyć na maszynie - a raczej jak jej używać by uszyć prostą kieckę dla laki. Dopiero po narodzinach syna uznałam, że tę konkretną umiejętność warto rozwijać. Renia pokazała jak wyszywać, wykonać mereżki, zrobić szalik na drutach i inne drobiazgi, które mogłam ogarnąć jako dziecko. Później jak to w życiu bywa, głupoty zaczęły mi chodzić po głowie (jak to mawiała mama) i teraz muszę zdać się na poradniki.

Widząc te cudowne szydełkowe zabaweczki Ani z bloga Małymi kroczkami od dłuższego już czasu zachodzę w głowę jak u licha nauczyć się tej techniki. 




Moje umiejętności szydełkowania ograniczają się do tzw łańcuszka. Niezwykle przydatne, gdy ktoś potrzebuje eleganckiego sznura do powieszenia się, albo do wieszania kogoś/ czegoś innego. Owszem, z niewielką pomocą internetu zdołałam nauczyć się przekształcać łańcuszek w  sznur szydełkowo-koralikowy (poniżej moje ostatnie dzieło). 


Fajne, muszę przyznać, pracochłonne, ale również bardzo satysfakcjonujące. Nadal jest to jednak długie i proste i bez widoków na przybranie kształtu czerwonego wściekłego ptaka ;(.

Nowo więc szukam czegoś dla baaaaaaaardzo początkujących  w szydełkowaniu. Takiego poradnika, który powie jak z łańcuszka wykonać tego uroczego Totoro :))


Niestety spośród tych 20 może książek dostępnych na polskim rynku, żadna nie uczy jak to osiągnąć. Są wzory na czapki, wzory na serwetki, motywy, jeszcze więcej wzorów... I niby w każdej jest informacja jak trzymać szydełko, jak trzymać nić i nawet jak zrobić pętelkę. Ale to jakby nadal nie to.

Sięgnęłam więc do zasobów największej 'biblioteki' w necie czyli Amazonu i tak - uwaga - w dziale Knitting jest przynajmniej tuzin książek dla beginersów i tak zwanych one- on-one. Książek o szydełkowaniu, wzorach możliwościach itp są pewnie dziesiąty, może nawet setki.

To straszne - nie sądzicie? Nasi wydawcy nie sięgają po takie pozycje - bo 'za słabo się sprzedają'. Prawda jest taka, że wydawca zawsze chętnie wyda tytuł, który 'sam się sprzeda' (taki Potter na przykład), a którego nie trzeba sprzedawać. Poradniki do takowych nie należą. "Słabo się sprzedają", bo trzeba umieć je sprzedawać, poświęcić trzeba temu i czas i pieniądze. Prywatnie wkurza mnie takie myślenie. 
Obecnie, niemal każdego dnia trafiam na ludzi, którzy nie słyszeli o kolorowankach dla dorosłych. Pokazuję im o co chodzi i są zachwyceni, i kupują, i pokazują swojej koleżance czy mamie, tamta powie sąsiadce i przyjdzie dzień, gdy ludzie nie będą na mnie dziwnie patrzeć gdy rzucę hasło umawiamy się na wspólne kolorowanie;>? Same się te kolorowanki nie sprzedają, do licha! Ja je sprzedaję, za każdym razem gdy o nich mówię, a potem gdy mówi o nich ktoś następny. No to drukują coraz to nowsze kolorowanki. A jak mam się 'sprzedawać' (mam na myśli przekazanie pomysłu nie sprzedaż fizyczną) poradnik o takim szydełkowaniu, skoro go nie ma??!! Przecież skoro ja nie umiem czegoś zrobić, to nie nakłonię nikogo innego by się tego nauczył. Nie mogę powiedzieć Kasi: słuchaj jest fajowa książka dla początkujących jak zrobić kotka na szydełku. Kasia, nie powie Agacie, Agata mamie, a tamta sąsiadce. Ale wydawca w koło Macieju - nie sprzedaje się. Ehh - poniosło mnie, sorki.
.

Wracając do szydełka. Znalazłam książkę o niezwykle długim, ale za to wszystko mówiącym tytule "Crochet 101: Master Basic Skills and Techniques Easily through Step-by-Step Instruction". Jeśli uznać moją umiejętność wykonania łańcuszka na szydełku za 'basic', to opcja 'master' tę zdolność bardzo mnie zainteresowała. Do tego stopnia, że weszłam na stronę wydawcy i znalazłam przykładowe strony...

Oczami 'przemknęłam' przez wstęp, informacje o trzymaniu szydełka i rodzajach włóczki (zdaje się, że bez względu na poziom trudności, niektóre etapy są standardem). Zatrzymałam się na dłuższą chwilę przy obrazkach pokazujących jak wykonać pierwszą pętelkę tylko po to by uznać, iż prezentowanie tej opcji na żywmy organizmie (fotografie osoby szydełkującej) jest o wiele bardziej czytelne, niż przeklęte graficzne rysuneczki ze strzałkami.

Następnie mój wzrok padł na fotografię z pańcią i dość oryginalną  apaszką. Nie zgadniecie z czego została zrobiona?! Z łańcuszka - szydełkowego łańcuszka, którego wykonanie opanowałam do perfekcji jeszcze w dzieciństwie! (Nie dałam babci Reni szansy by pokazał mi coś więcej ;(). Od razu przypomniałam sobie, że gdzieś w czeluściach skrzyni pod łóżkiem jest jeden motek wielokolorowej włóczki , który mogłabym wykorzystać przy tym projekcie.



Co prawda autorka sugeruje, by wykorzystać różne rodzaje włóczek zarówno pod względem grubości nici, jak i samej faktury. Ja jednak miałam już w głowie pomysł na mojego BOA i uznałam, że Deborah Burger nie obrazi się, jeśli nie będę ściśle trzymać się jej wskazówek. Na szczęście ktoś, kto zamieszczał fragment książki na stronie wydawcy, posiadał i mózg i sumienie, bo pokazana jest kompletna instrukcja krok po kroku jak wykonać BOA.

Dorzuciłam na końcach każdego łańcucha drewniane koraliki i końcowy efekt wygląda następująco:


Nie łudzę się - zimą mnie to nie ogrzeje, ale jako  ozdoba będzie się świetnie prezentować o każdej porze roku :)


Z rozmarzeniem wróciłam do przeglądania spisu treści książki "Crochet 101". Może w końcu ktoś nauczy mnie zrobić na szydełku chociaż jajko, albo bombkę na choinkę. Polskiej wersji to raczej nie ma się co spodziewać, więc poszukam książki w oryginale. Albo zakupię plik na czytnik.

Do wszystkich początkujących lub chcących się nauczyć szydełkowania (np totoro) - jest jeszcze dla nas nadzieja. O ironio - znajomość języka polskiego nie jest wymagana;>.

4 komentarze:

  1. Szydełko jest mi niestety obce, chociaż podziwiam prace z nim i chciałabym się kiedyś nauczyć :) Szaliczek jest śliczny, myślę, że im dłużej będziesz dziergać, tym bardziej skomplikowane rzeczy wyjdą :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba jednak najlepiej sprawdza się Internet oraz fora, blogi, grupy dyskusyjne. Parę lat temu robiłam Totoro, ale nawet nie pamiętam, gdzie ten wzór wynalazłam... W każdym razie jest prosty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Częściowo się z Tobą zgadzam, można nauczyć się wielu rzeczy z netu. Niestety z doświadczenia też wiem, że ma to swoje minusy - przebranie pomiędzy 'śmieciami' zajmuje mnóstwo czasu, a jak już trafisz na coś odpowiedniego, to albo zapomnisz zapisać, albo zginie w przenoszeniu a kompa na lapka czy komórkę... Książki mam zawsze pod ręką i bardzo często do nich wracam, głównie dlatego, że nie zawsze mam czas by wypróbować wszystkich przepisów czy pomysłów. Nie zginą, ani nie uciekną - jak znajdę czas to wrócę do tego :)

      Ale w sumie to bardzo dobry pomysł na dyskusję - bo kiedyś wiedzę na temat rękodzieła można było uzyskać albo od babci, albo właśnie z książki. Dziś można ją znaleźć w sieci.

      Usuń

Obserwatorzy

Prawy do lewego

Prawych uprasza się o korzystanie z zamieszczonych treści i zdjęć zgodnie z przepisami świata tego, sumieniem i społeczną moralnością. Znaczy, że można zapożyczyć w/w z mojego bloga tylko do celów niekomercyjnych i każdorazowo odsyłając do źródła. Jednocześnie uświadamiam, iż skany szablonów są moją własnością, jednak niektóre treści na nich się znajdujące - nie. Informuję o tym szczerze. Nie ponoszę odpowiedzialności za niewłaściwe wykorzystanie materiałów.

Obserwatorze! Nie bądź statystyczną cyferką na blogowym liczniku. Jeśli jesteś tu po raz pierwszy - napisz coś o sobie. ('Coś' to też 'coś', ale niekoniecznie o to mi chodziło;).