środa, 21 września 2016

Podaj dalej... kolorowankę - czyli ogólnopolska grupa testująca kolorowanki dla dorosłych

Sporo czasu poświęcam ostatnio kolorowankom dla dorosłych i ich rozpowszechnianiu, lecz mimo to ciągle trafiam na ludzi, którzy o nich nie słyszeli i nie mieli do czynienia. 
Tak powstał pomysł na uruchomienie grupy, do której może przyłączyć się każdy, kto chce wypróbować kolorowankę - sprawdzić czy grafiki są ciekawe, czy dobrze się ją koloruje. Przy okazji relaksując się odrobinę.
Tych co kolorują zachęcać nie będę zapewne musiała, ale tym co jeszcze nigdy   z nimi styczności nie mieli powiem krótko: testowanie nic nie kosztuje!

Owszem, trzeba wygospodarować trochę czasu - ale to przecież nie tragedia, gdy się chce zawsze można go trochę znaleźć, a na testowanie są 2 tygodnie. Może się okazać konieczne kupienie kredek, o ile nie ma się gdzieś skamuflowanych takich, co pamiętają szkolne czasy, ale tak na szybko można kupić tani zestaw w dyskoncie lub markecie. No i trzeba spotkać się z osobą przekazującą lub później odbierającą kolorowankę, gdzieś na mieście, co nie musi być specjalnie upierdliwe - zakupy robi chyba każdy, więc umówić się 'przy okazji' też można.


Grupa "Podaj dalej... kolorowankę" już działa na facebooku.  Dzięki współpracy z wydawnictwami: Amber, Axel Springer, Buchmann, Muza, Sonia Draga i SQN mogę przekazać do testowania wybrane kolorowanki, które przejdą 'z ręki do ręki' i wrócą (mam nadzieję) kiedyś do mnie - już pokolorowane. To fajny sposób na sprawdzenie czy kolorowanie w ogóle się Wam spodoba. Albo zapoznanie się z kolorowanką, gdy nie jesteście przekonani czy warto po nią sięgnąć.

Kilka kolorowanek już pojechało w Polskę :)

Zespół z Warszawy koloruje właśnie Mandale z wydawnictwa Sonia Draga. Kolorowanka ma wiele stron, dlatego każdy ma możliwość pokolorowania aż 3 grafik.

Tak wyglądają prace Kasi P



A tu są prace Klaudii K-L


Prace Ani Kasi B.



Potem kolorowanka trafiła do Patrycji Ś. i tu widzicie jej prace


Kasia S-Ch skończyła właśnie swoje testowanie i tak wyszły jej pokolorowanki :)


Z kolei do Gdańska zawiozłam Kulinarną kolorowankę z wydawnictwa Buchmann. Patrycja (znana też na fejsie jako Joisss) nakręciła filmik zawartości książki.






Pokolorowała tylko jedną ilustrację, ale dodatkowo zdecydowała się wypróbować przepis. 




Tak oto wygląda sałatka z kasza jęczmienną, fetą, zielonym groszkiem i miętą.





Muszę się Wam przyznać, że mimo iż Patrycję spotkałam po raz pierwszy przy okazji przekazania kolorowanki, to miło spędzałyśmy 3 godziny - przy kawce rozmawiając o kredkach, kolorowankach, ale także własnej pracy, domu itd. Pewnie przegadałybyśmy jeszcze więcej czasu, gdyby nie to, że nasi panowie na nas czekali. Takie przekazanie kolorowanki również może być przyjemne :).

Zespół z Łodzi dostał do testów książkę Valentiny Harper "Piękno natury", które przekazało wydawnictwo Amber.
Sama nie mogłam się jej oprzeć, więc tuż przed wysyłką, pokolorowałam ilustrację o nazwie "Kawa"



A tu już prace Magdy Ł


Obecnie tę kolorowankę przejęła Ewelina - mam nadzieję, że się jej spodoba.

A do Poznania pojechała książka z wydawnictwa Sonia Draga pt "W krainie fantazji". Jakiś czas temu pisałam recenzję, którą znajdziecie tutaj. W środku są strony pokolorowane przeze mnie, ale całkiem sporo zostawiłam nie pokolorowanych.


Jeszcze więcej kolorowanek czeka na testowanie. Kto wie, może mając wystarczająco dużą ilość członków, zdobędziemy do testowania inne rzeczy - kredki, zestawy kreatywne, poradniki. Mam taką nadzieję. 

Dlatego też piszę do Was - szukamy nowych członków. Regulamin, który w całości znajdziecie TUTAJ mówi, że zespół z danego miasta musi mieć min. 5 członków by otrzymać do testu kolorowankę.   W chwili obecnej szukamy osób z :

  • Lublina (brak 2 osób do kompletu)
  • Krakowa (brak 2 osób do kompletu) 
  • Katowic (brak 2 osób do kompletu)
  • Białegostoku (brak 2 osób do kompletu)
  • Wrocławia (brak 3 osób do kompletu) 

Możemy też stworzyć nowe zespoły spośród niewymienionych miast - wystarczy napisać na grupie. 

Gorąco zachęcam - zastanówcie się, podzielcie się informacją na swoich blogach - jeśli nie Wy, to może znajomi byliby zainteresowani taką formą kreatywnego spędzania czasu. 

Jeśli pomysł się Wam podoba i chcecie brać w nim udział, zamieście proszę poniższy banerek u siebie na blogu z linkiem do grupy.  



a tu LINK :)
  
Jeszcze raz wszystkich gorąco zachęcam do zabawy. 

niedziela, 18 września 2016

Kocia piłeczka z piórkami do samodzielnego wykonania

Obecnie mój dom okupują dwa, pięciomiesięczne kociaki rasy tajskiej ( odmiana syjamów;>). I jak na kociaki przystało uwielbiają się bawić. Są już z nami 2 miesiące, więc zdążyliśmy zauważyliśmy co najbardziej im się podoba prócz wykopków w doniczkach, zrzucania porcelany na podłogę, kradzieży mięsa nieopatrznie pozostawionego na stole i regularnego odwiedzania zlewu w poszukiwaniu niedojedzonych resztek ;( .

Różnej maści zabawki  walają się głównie po salonie, który postanowiły przejąć na własność. Prócz drapaków, walają się tam głównie piłeczki i patyki ze sznureczkami, na których końcu zwisają piórka. To ich ulubione zabawki. I wiecie co - żadna z kupowanych w sklepie zabawek nie przetrwała kilku dni. Bądź co bądź układ sił jest 2 do 1;>. No więc postanowiłam sama zrobić im zabawki, bo w sumie nie wydaje się to być zbyt skomplikowane.

Zaczęłam od kulek. Nabyłam paczkę bawełnianych kulek firmy Heyda - są super, bo nie kruszą się jak styropian, są miękkie i mają otworek, który od razu postanowiłam wykorzystać do upchnięcia piórek. W ten sposób koty dostały zabawkę 2w1 :). Już wiem, że na zimę z kulek bawełnianych będę robić bombki. Ale do rzeczy - na razie robimy piłeczki dla kotów.

Oprócz kulek przydadzą się kolorowe sznureczki, tasiemki, piórka i klej (może być vikol, magic - jaki kto chce byle po wyschnięciu był bezbarwny)


Swego czasu w Tchibo kupiłam takie cudne, dwukolorowe sznureczki bawełniane i to nimi owijałam kulkę - również bawełnianą :)). 



Nie 'malujcie' klejem od razu całej kuli - bo zanim owiniecie sznurkiem piłkę, to on wyschnie. 
Ja zaczęłam owijanie w okolicy dziurki, którą te kulki mają od razu zrobioną. 


Klej nanosiłam patyczkiem do uszu - trochę pomazałam, potem nawinęłam trochę sznurka i znów pomazałam klejem i nawinęłam trochę sznurka - byle ciasno, by nie było widać z pod spodu bawełnianej kulki.




Otworu, wokół którego nawijałam sznurek, niemal nie widać - ale to nie problem - wystarczy wykałaczka i można się swobodnie do niego dostać.


Tak przygotowane kuleczki 'wypełniam' tasiemkami, innymi sznurkami i piórkami.

Jedno ale - przy pierwszych dwóch kulkach - które widzicie na zdjęciu zastosowałam ten sam klej, którym mazałam bawełnianą kulkę. Niestety po kilku godzinach kocie pazury i ząbki zrobiły swoje i wklejone 'przynęty' zostały oddzielone (po prostu wyrwane) z piłeczek. Klej, nawet magiczny, jest w tym przypadku za słaby. Dlatego do zamocowania wystających elementów zastosowałam później ciepły klej. 

Rozgrzanym klejem wypełniłam otworek i następnie wpychałam piórka, a z kolei tasiemki i sznureczki dopychałam wykałaczką.  Tego wiązania koty już nie ruszyły :)).



Tak wygląda efekt końcowy - praca może na 30 minut. A potem można w nieskończoność cieszyć oczy wygłupami kociaków. 
Przynajmniej do czasu, jak piłka nie wpadnie gdzieś pod szafkę, albo jej gdzieś nie zabunkrują.

Bo w sumie zrobiłam im 6 takich piłeczek. Co jakiś czas urządzamy poszukiwania - tylko po to by się panowie (te nasze tajskie bliźnięta) wyhasali, po czym znów znikają na jakiś czas. Arek raz zdołał znaleźć aż 5 szt, taki był dzielny (i uparty;>). Wszystkich jednak nigdy więcej nie udało nam się zlokalizować.

Mam nadzieję, że przepis na kulkę się przyda i frajdę zrobi Wam zarówno jej robienie jak i patrzenie na zabawę domowego pieszczocha :).

piątek, 2 września 2016

Pokoloruj Świat Tolkiena!

Akurat na dzień dzisiejszy przypada rocznica śmierci Johna Ronalda Reuela Tolkiena, którego twórczości w sumie nie trzeba nikomu przybliżać, bo nawet jeśli nie czytaliście jego powieści, to filmy widział już chyba każdy. Mowa oczywiście o "Władcy pierścieni" i "Hobbicie". Książki dostępne są już od bardzo dawna, także wersje z kolorowymi grafikami Alana Lee. Dzięki nowemu fenomenowi, jakim stało się kolorowanie dla dorosłych także my możemy nadać kolorów światowi Tolkiena. W tym roku, dzięki wydawnictwu Amber ukazała książka "Świat Tolkiena do kolorowania".

Przyznaję się bez bicia - do recenzji dostałam ją już w maju, ale za każdym razem gdy podchodziłam do niej z kredkami, przeglądałam grafiki by wybrać tę którą pokoloruję, to im dłużej szukałam i je oglądałam dochodziła do wniosku, że absolutnie zrobić tego nie mogę. Nie mam talentu by zmierzyć się z takim wyzwaniem - tylko zepsuję te obrazki i co wtedy?! I w sumie, gdyby nie moja siostra, która chciała pokolorować grafikę z elfami, to pewnie do dziś bym do kolorowania tej kolorowani się nie zabrała. (Dzięki Moniś)

Ale od początku. Zanim zobaczycie co z zrobiłyśmy ze Światem Tolkien zajrzyjcie do środka



Ilustracje przygotowało aż pięciu panów. Grafiki Victora Ambusa, Johna Davisa oraz Iana Millera jakoś szczególnie nie przypadły mi do gustu. Są jakby naćkane, niezbyt harmonijne z przewagą czerni. To oczywiście kwestia gustu - absolutnie nie twierdzę, że są brzydkie bądź mniej artystyczne.



Po prostu nie sprawiają wrażenia lekkości, fantazji, jaką udało się uchwycić Mauro Mazzara i Andrea Piparo. Na szczęście ich prac w kolorowance jest najwięcej i to właśnie kilku z nich dodałam nieco koloru.

Monika ze swoimi elfami uporała się raptem w kilka godzin - zużywając przy tym większość moich zielonych i brązowych Colorino oraz złotą kredkę Polycolor Koh i Noora. I jak większość osób w podobnej sytuacji - nie była zadowolona z końcowego efektu. Jak na kogoś, kto dopiero co zaczął swoją przygodę z kolorowankami dla dorosłych uważam, że praca wyszła jej bardzo dobrze, a brak samozadowolenia powinien (mam nadzieję) zmotywować ją do dalszego ćwiczenia i rozwijania się. 



Ja postawiłam przed sobą większe wyzwanie - mianowicie wybrałam grafikę dwustronną i zdecydowałam się na kredki akwarelowe i wersję 'na mokro', dzięki czemu obrazek powinien wyglądać na wykonany farbami. Być może prościej jest gdy podchodząc do rysunku wiemy jak będzie wyglądał już po nałożeniu barw. Ja wiedziałam, jak mniej więcej miałoby wyglądać pokolorowane drzewo. To tyle. Nie miałam pojęcia jak się zabrać do tej grafiki, stąd wykończenie całości zajęło mi ponad miesiąc. 



Najpierw pokolorowałam całość na sucho kredkami - Mondeluzy z dodatkiem Lyra Osiris. Papier ładnie przyjmuje te kredki. Pojawił się jednak problem dość często spotykany w klejonych kolorowankach, których jedna grafika została podzielona na dwie sąsiednie strony - mianowicie grzbiet się 'złamał', ukazując miejsce łączenia papieru. Prawdopodobnie mogłam tego uniknąć, ale wielokrotne otwieranie książki na tej samej stronie oraz wnikanie z kredką jak najdalej by pokolorować nawet najmniej dostępne szczegóły - zrobiły swoje. Nie - kartki nie 'fruwają' - trzymają się całkiem dobrze. Po prostu na środku jest widoczna, mało atrakcyjnie wyglądająca linia łączenia oby stron.

Jak już skończę kolorować tę książkę wówczas postaram się skleić kartki, tak by nie zepsuć rysunku, ale ukryć tę widoczną 'szramę'. Bezbarwny klej introligatorski położony wykałaczką powinien zdać egzamin :).

Tak obrazek wyglądał zanim postanowiłam potraktować go wodą;>.



Jak zapewne wiecie kredkę akwarelową można rozmyć wodą by uzyskać - wspomniany wcześniej - efekt malowania farbą akwarelową. Do tego celu stosuje się oczywiście pędzelki, chociaż widziałam też kiedyś osoby rozmazujące kredkę patyczkiem do uszu :)). Widać też można:). Ja zwyczaj stosuję pędzelki nylonowe o rozmiarach 0-3 przy drobnych elementach, większe rozmiary do mniej ograniczonych przestrzeni i tła. 


Tym razem postanowiłam wypróbować pędzelek ze zbiorniczkiem na wodę, zwany także często watrebrushem. W decomade.pl dostępne są Aquash brush firmy Pentel - postanowiłam jeden taki wypróbować. 


Obsługa wydaje się być niezwykle prosta - nalewasz wody do zbiorniczka, lekko naciskasz by zwilżyć pędzelek i gotowe - nie potrzebujesz wolnostojących pojemników na wodę :). Ale nie myślcie, że taki gadżet jest samoobsługowy i działa bez zarzutów, bo tak nie jest. 
Nie można podczas rozmywania kredki stale naciskać na zbiorniczek, bo albo będzie kapać woda, albo pędzelek będzie tak mokry, że zmoczy papier. Trzeba pamiętać, by każdorazowo zabierając się do rozmazania nowego koloru wytrzeć pędzelek, tak jak każdy zwyczajny pędzelek, w przeciwnym razie kolor, który uzyskacie w następstwie, może być inny niż ten narysowany na sucho. Tak jak w przypadku zwykłych pędzli, tak i w przypadku waterbrasha mamy do czynienia z różnymi rozmiarami: super cienki pędzelek jest świetny przy detalach, ale rozmywanie nim tła to droga przez mękę. Dlatego też mając pod ręką tylko taki rodzaj 'wodnego pędzla', wspierałam się również standardowymi pędzelkami. Trzeba też trochę wprawy czyli ćwiczyć i testować ile się da :).

Tak wygląda 'zmoczona' ilustracja.


Widząc ten pomarszczony papier możecie dojść do dwóch wniosków:
1. pędzle były zbyt mocno zwilżone, dlatego papier się namoczył, a po wyschnięciu zmarszczył, 
2. kolorowanka ma zły papier i nie nadaje się do malowania na mokro.




Punkt 1 jest oczywiście prawdziwy - testowałam waterbrasha, więc różnie było z ta wodą. Przynajmniej zyskałam pewność, że był szczelny i woda nie wyciekała ze zbiorniczka przy nakrętce.

Punkt drugi - zły papier?? Gdyby na kolorowance było napisane - do kolorowania farbami, bądź kredkami akwarelowymi - wówczas owszem powiedziałabym, że papier jest zły. Ale takiej informacji nigdzie na książce "Świat Tolkiena do kolorowania" nie znajdziecie - w ogóle w przypadku 95% kolorowanek dla dorosłych (dla dzieci pewnie też) nie znajdziecie informacji, że służy do kolorowania farbkami. 

Co nie zmienia faktu, że ogromna ilość komentarzy w internecie dotyczących kolorowanek określa papier jako 'zły', bo przesiąka lub przebija. Oczywiście, że tak się dzieje - wydawca drukuje często na papierach offsetowych, które na wodę mają alergię. Sztuka już dawno pokazała, że do różnych narzędzi i mediów potrzebne są różne papiery i podkłady. Fakt - nikt nie zabroni mi rysować na papierze do pasteli farbami akwarelowymi, ale też nikt nie uwzględni mi wówczas reklamacji, jeśli powiem, że papier źle się zachowuje, jak na nimi maluje.

Kolorowanki dla dorosłych zostały przygotowane z myślą o kolorowaniu kredkami. Zwykłymi kredkami, bez bajerów i udziwnień. To, że korzystamy z bardziej złożonych, artystycznych narzędzi jest naszym wyborem, ale dyskredytowanie kolorowanki z tego powodu jest jest niesprawiedliwe i wprowadza w błąd jej potencjalnych odbiorców. 

Co innego - gdy papier jest tak cienki, że rwie się nawet przy stosowaniu na nim kredki, albo jak w przypadku polskich kolorowanek Johanny Basford bądź tych z serii Harry'ego Pottera, gdzie papier nie jest biały i położony na niego kolor wydaje się być inny niż na próbniku. Wówczas z czystym sumieniem można powiedzieć, że papier jest zły.

Więc owszem - papier w "Świecie Tolkiena" nie nadaje się kolorowania na mokro. Oczywiście nie znaczy to, że nie można  kolorować flamastrami czy kredkami akwarelowymi. Trzeba się tylko liczyć z tym, że papier przesiąknie (warto podłożyć pod rysowaną ilustrację tekturkę albo kilka kartek papieru). Jak już wyschnie - jest ryzyko, że się zmarszczy, co też tragedią nie jest, bo można go wyprasować czy to przez szmatkę czy papier do pieczenia :)). 

Nie wierzycie?. Tak mój obrazek wygląda po prasowaniu :))

Nie jest może idealnie, ale da się w niej spokojnie kolorować pozostałe grafiki :)
Rysowanie Mondeluzami na sucho było całkiem przyjemne - jak, pisałam wcześniej - papier w tej kolorowance ładnie przyjmuje kredkę, daje się nakładać po kilka jej warstw. Ale żeby nie było - przetestowałam też zwykłe kredki, to znaczy: Astry (wersja 24/48), Bruynzeele (seria z Beetlem) oraz kilka pojedynczych sztuk Polycolorów, które miałam na stanie. Spieszyłam się i z fryzury hobbita nie jest do końca zadowolona. Za to płyty chodnikowe wyszły mi najlepiej :)


Nadal uważam, że bez mojej ingerencji "Świat Tolkiena" byłby piękniejszy, jednak nie taki jest cel kolorowanki. Służy do kolorowania, a ten proces z kolei do wyciszenia po trudach dnia. Ale również ćwiczenia. Ponieważ pełno tu grafik drzew, testuję obecnie różne techniki ich kolorowania. 




Jak ktoś chce potrenować kolorowanie skóry i włosów, to ta pozycja jest w sam raz. Swoją drogą Joisss przygotowała swego czasu filmik jak pokolorować twarz - warto zobaczyć.


Mnie pozostaje gorąco podziękować Amberowi za to, że skusił się i wydał w Polsce tę kolorowankę oraz oczywiście za to, że dali mi ją do testu :). Wam gorąco ją polecam - szczególnie na weekendy, gdy może macie więcej czasu by przy niej posiedzieć słuchając jednocześnie muzyki z filmu bądź nawet go oglądając. A dziś w szczególności wspominając człowieka, bez którego ten świat nigdy by nie zaistniał. 

Rest in peacJ.R.R Tolkien

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Kredki bez numerków - jak oznaczyć kolory?

Nie będę zaczynać, od tego jak dawno nie pisałam, bo to widać, wystarczy looknąć na poprzedni post. Jak jest w dzisiejszym świecie każdy wie. Ja mam dziesiątki zaczętych postów i jak będę mieć czas to je powykańczam i podzielę się z Wami moim przemyśleniami bądź pomysłami.

Dziś pokarzę Wam jak poradziłam sobie z nieoznaczonymi kredkami. Robienie próbnika kolorów mija się z celem, jeśli konkretnego koloru nie możesz przypisać do kredki - bo i jak - skoro producent nie raczył ich jakoś nazwać lub ponumerować. Doszedł zapewne do wniosku, że nie ma to sensu, skoro na sztuki danej serii kupić nie można. 
No tak - dla tych, co kolorowaniem się nie parają: jeśli na kredkach są kolejne numerki, to najprawdopodobniej każdą kredkę będziecie  mogli dokupić osobno, jak się już Wam wyczerpie; jeśli poza nazwą nie ma specyficznych oznaczeń, to po wykończeniu kredki jesteście zmuszeni kupić nowe pudełko (dlatego niektórzy nigdy nie cierpią na brak białej i czarnej;>).

Holenderski producent Bruynzeel-Sakura ma w swojej ofercie kredki z numerkami, ale mnie spodobał się box, w którym prócz zwykłych kredek ołówkowych znalazły się jeszcze kredki metaliczne, 2 ołówki, temperówka i gumka do ścierania. Tylko że brak numeracji zmusza mnie do ciągłego bazgrania na papierze, by sprawdzić jaki kolor ma wybrana przeze mnie kredka i czy nadaje się 'na liście'. Jakby powiedział mój mąż "zielony, to zielony". Dlatego nie pokazałam mu 6 zielonych, które znajdują się w w/w pudełku, by ktoś nie pomyślał, że się znęcam nad mężczyznami.

Do rzeczy. Planowałam pociąć karteczki i ponaklejać taśmą klejącą, ale w pracy poniewierała się taśma do tak zwanej metkownicy. Zamiast metkować towar - o metkowałam, w pewnym sensie, moje kredki.

Na każdej napisałam cyferki i obrysowałam je dookoła wybranym kolorem, w ten sposób wiem jakim (mniej więcej) kolorem ona rysuje. Potem okleiłam każdą kredkę właściwą metką.  I tyle - nic specjalnego, ale strasznie ułatwia kolorowanie, które ma być relaksujące, a nie frustrujące z powodu źle dobranego zielonego.


Jak ktoś potrzebuje to tu można kupić taką metkę - starczy na setki kredek, albo dla kilku osób. Ewentualnie można podejść do pobliskiego sklepu i spytać się czy by nie dali ... no właśnie - kilkanaście metek pewnie dadzą, ale jak ktoś będzie chciał okleić 60 kredek, to wówczas sprzedawczyni może nie być wyrozumiała.





Ponieważ na skutek użycia kredek dochodziło do zabrudzenia ręki od pokolorowanej metki, a z czasem też odklejania się jej krawędzi - postanowiłam wszystko zabezpieczyć przeźroczystą  taśmą klejącą. Ogólnie jestem z siebie zadowolona, chociaż wciąż szukam sprawniejszych rozwiązań.

Wyzwaniem okazały być się kredki dwustronne. Bałam się, że z tymi metkami nie będą się już prezentować tak plastycznie i ogólnie kredkowo, ale nie miałam wyboru. 48 kolorów to całkiem sporo, nawet jeśli znajdują się na 24 kredkach. 

Początkowo miałam dzielić jedną karteczkę na pół kolorami, ale uznałam, że to nie ma sensu i każdemu kolorowi zrobiłam odrębną karteczkę. 

Tak moje ASTRY wyglądały przed zabiegiem. 




A tak wyglądają teraz.






Wizualnie może i nie prezentują się już tak pięknie, jak w dniu kupienia, ale kredki służą do rysowania nie podziwiania (z wyjątkiem Prism 150 kolorów lub Polychromosów w drewnianych pudełkach - tych bałabym się używać, tylko bym na nie patrzyła ;))
 
Jeśli macie jakieś inne pomysły na oznaczenie kredek, to wpiszcie w komentarzu - chętnie wypróbuję.

czwartek, 21 lipca 2016

Mandala - sposób na szybki relaks

http://decomade.pl/produkt/2743-mandala-ksiazka-do-kolorowaniaOwszem, post będzie o książce do kolorowania, ale nie tak od razu. Na początku muszę się przyznać, że brakuje mi szycia! Krojenia szablonów zabawek Tildy - ich składania, zszywania i wypychania. Brakuje mi robienia bransoletek na szydełku, kwiatków z papieru czy uskuteczniania decoupage'u poznanymi niedawno farbami kredowymi. 
Praca zdaje się nigdy nie kończyć, a gdy wracam do domu - wierzcie lub nie - znów do niej siadam. I - o zgrozo - sprawia mi to frajdę, - nie myślcie, że cierpię z tego powodu. Ale miło byłoby prócz tego robić te inne rzeczy, które też są przyjemne :). 

Pojawienie się kolorowanek dla dorosłych pozwala mi mi na pewną kreatywną realizację - niewiele trzeba, starczą kredki - czasem nawet niewielka ich ilość - kawałek wolnego miejsca na stole i tyleż samo wolnego czasu, zazwyczaj tuż przed snem. Owszem, są kolorowanki bardziej wymagające (Świat Tolkiena nadal czeka na mój urlop;>), do których zasiadam uzbrojona w dziesiątki kredek (by użyć raptem kilku, czasem nastu;)) i zdecydowanie przy dziennym świetle. Ale nie wymagają maszyny do szycia z akcesoriami i dużym stołem, klejów, farb, papieru ściernego, nici igieł... Uwielbiam wszystkie te rzeczy, nie mogę tylko poświęcić im tyle czasu ile bym chciała. Dlatego też kolorowanki wygrywają w przedbiegach.

Szczególnie te niezbyt skomplikowane, wymagające tylko chęci do kolorowania - a do takich należy książka do kolorowania MANDALA, wydana przez Sonię Dragę.




Bardzo dobra - tak oceniłam stronę techniczną:
- bielusieńki papier
- wysoka gramatura papieru
- grafiki jednostronne (nie ma ryzyka zniszczenia obrazka 'po drugiej stronie')
- perforacje umożliwiające wyrwanie kartki (jeśli ktoś nie lubi pracować z książką)
- niska cena w stosunku co do ilości stron (24,9 zł na okładce za 208 stron)

Tylko tak wydrukowanych kolorowanek mogłabym sobie życzyć :)

Co do zawartości, to nie mnie oceniać styl autorki. Jej rysunki nie są tak wypielęgnowane jak Joanny Basford. Jeszcze dalej im do grafiki komputerowej, gdzie jeden płatek powielono by stworzyć kwiatek, który później również powielono by stworzyć łąkę. Tu mamy do czynienia z odręczną kreską - nie zawsze doskonałą, za to naturalną, bez ulepszeń  i Photoshopa. Listek listkowi nierówny, serduszka czy kwiatki - każde narysowane starannie, ale nie zdublowane. Osobiście cenię taką grafikę, chociaż wydaje się być chaotyczna i nieuporządkowana w porównaniu z 'równymi' liniami w wielu kolorowankach.



Możecie nie wierzyć, ale kolorowanie obrazka powyżej zajęło mi pół godziny. Nie dlatego, że jestem wybitnie biegła w kolorowaniu, po porostu nie myślałam jakoś specjalnie o tym jak obrazek będzie wyglądał - miałam ochotę na zielenie i błękity i tak jakoś samo wyszło. Wybrałam sobie kredki i ... do boju. Późny wieczór, takie sobie światło, w telewizorze "Siedmiu wspaniałych" z 1960 roku - nie wiem nawet kiedy 'dzieło' zostało dokonane.

Rysunki Cher Kaufmann są świetne na czas, gdy w głowie zapala się ogień i przeogromna chęć pokolorowania czegoś, ale nie bardzo wiemy czego. Są tacy co mają już dziesiątki kolorowanek, a i tak będą przytrafiać się im dni , gdy prześladowani myślą: Chcę coś pokolorować, tylko nie wiem co?. Takie niewymagające ilustracje świetnie nadają się właśnie do zabawy kolorami.



Trzeba też przyznać, że w niektórych pracach Cher czuć znajomość metody Zentangle (o tej technice wkrótce napiszę). Określone przestrzenie - jak choćby sowy powyżej - wypełniła wzorkami, na kształt tangli. A takich przykładów jest więcej, chociaż nie każdy kolorując je, zda sobie z tego sprawę.


I na koniec bardziej klasyczna mandala - w kształcie koła - takie też tu znajdziemy. I w sumie powinniśmy, bo w końcu autorka zatytułowała ten zbiór ilustracji Mandalami. Dalsza cześć tytułu jednoznacznie określa charakter tej kolorowanki : "... do zabawy i medytacji" i tego Wam życzę kolorując.

Na koniec ciekawa - mam nadzieję - wiadomość. Tę kolorowankę, w której są już pokolorowane przez mnie 3 grafiki, będzie można samodzielnie przetestować. Ruszyła właśnie grupa na Facebooku o nazwie "Podaj dalej kolorowankę", której członkowie zebrani w zespoły zlokalizowanie wokół większych miast Polski będą mieć szansę pokolorować wybrane przez siebie ilustracje z tej właśnie kolorowanki. Więcej szczegółów znajdziecie TUTAJ - zachęcam także tych, na co dzień nie kolorujących - to świetny sposób by przekonać się czy ta forma kreatywności przypadnie Wam do gustu czy też nie, bez ponoszenia kosztów finansowych :)

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Kreatywne kolorowanie W krainie fantazji z Amily Shen

Wydawnictwo Sonia Draga, na Warszawskich Targach Książki zaprezentowało dwie nowe kolorowanki. Jedna z nich to W krainie fantazji wykreowana przez tajwańską artystkę Amily Shen.
Kolorowanka, którą dostajemy to nic innego, jak autorska wersja Alicji w Krainie Czarów. Ale nie tylko - to również bardzo ciekawy poradnik rysunku motywów do kolorowania. Już słyszę te Wasze marudzenie - "ale ja nie umiem rysować" albo "nie mam talentu". I bardzo dobrze, bo gdybyście posiadali te umiejętności, to wydawcy nie wydawali by poradników do rysowania. A skoro ja dałam radę narysować liście - to i Wam się uda.
Ale po kolei.

W krainie fantazji jest kwadratową książką (25x25 cm), zawiera 96 stron z grafikami na każdej; gruby, śnieżnobiały papier; całość szyta i klejona, co moim zdaniem jest najlepsze dla kolorowanek. Innymi słowy bardzo dobra jakość. 

Do kolorowania wykorzystałam nowy zestaw holenderskich kredek  Bruynzeel, na które składa się 44 kolorów zwykłych i 12 metalicznych. W zestawie znajdziecie również ołówki, gumkę i temperówkę - czyli wszystko co niezbędne dla początkujących rysowników :).


Mam słabość do słodyczy, stąd - na początek - postanowiłam pokolorować babeczkę z jagodami.  Bruynzeele świetnie się sprawują na tym papierze.



Do akcji wkroczyły również cienkopisy Stabilo. W kolorowance jest trochę drobniutkich wzorów, które dla kredki o grubszym graficie mogą stanowić wyzwanie. Niestety te konkretne cienkopisy okazały się nie być najlepszym wyborem, gdyż tusz nieco przebija. Zanim więc zdecydujecie się na użycie flamastrów bądź cienkopisów sugeruję wypróbować je na ostatniej stronie, gdzie znajdziecie miniaturki grafik z całej kolorowanki. 



Cienkopisem wykonałam tylko niebieski wzorek na talerzyku, całość pokolorowana wspomnianymi wcześniej kredkami. Cieniowanie to efekt nałożenia na siebie 2 czasem 3 kolorów - Bruynzeele ładnie się kryją i dają się też rozcierać blenderami innych firm (ja miałam pod ręką blender do polycolorów KiN). Lekko 'wypieczona' muffinka z malinowym kremem sama prosi się o zjedzenie ;).


Do wykonania kolejnej ramki użyłam jeszcze dodatkowo żelpenów. Niestety zdjęcia tego pokazują, ale niektóre odcienie są perłowe, co w realu bardzo ładnie wygląda. Żelpeny nie przebijają, ale wymagają ostrożności przy kolorowaniu ponieważ często łatwo się rozmazują. Trzeba też troszkę odczekać aby dobrze wyschły - przedwczesne zamknięcie kolorowanki może zakończyć się pobrudzeniem kartek. Postawiłam tu na minimalizm - głównie dlatego, że wolnego czasu wciąż mi brakuje.



Ogromną zaletą kolorowanki Amily Shen jest różnorodność skomplikowania grafik. Na potrzeby recenzji pokolorowałam ramki, gdyż praca nad nimi zajmuje 'chwilę'. Są tu jednak również pełno-stronicowe grafiki, na których kolorowanie trzeba będzie poświęcić kilka godzin.




Czemu uważam to za zaletę? Otóż nie zawsze uda nam się wygospodarować dużo czasu na kolorowy relaks. Dzięki tej różnorodności W krainie fantazji będzie można kolorować zarówno w trakcie krótkiej przerwy, jak również dłuższego odpoczynku. 

A przy niektórych grafikach dodatkowo można samodzielnie dorysować drobne motywy, w czym zdecydowanie pomoże poradnik przygotowany przez autorkę, a znajdujący się pod koniec książki. I mówię tu poważnie - nawet nie mają talentu plastycznego można swobodnie poćwiczyć rysowanie malin czy liści. Ja z rysunkiem miałam do czynienia jakieś 20 lat temu - więc również należę do osób początkujących. Mogę sobie tylko wyobrazić jaką frajdę może robić kolorowanie wykonanych samodzielnie obrazków. 



Owszem, narysowanie takiej malinki wydaje się być proste. I takie jest - jeśli przymknie się oko na brak praktyki i grzecznie wyprosi z głowy perfekcjonizm. Bo te osiągnąć można po narysowaniu kilkudziesięciu razy jednego motywu. Na zdjęciu poniżej widzicie pierwszą próbę. Gumka do ścierania w ołówku Koh i Noora okazała się być niezastąpiona. Na koniec już sam ołówek potraktowałam cienkopisem pigmentowym, które rzekomo używa Johanna Basford. Nie żebym aspirowała dorównać tej ilustratorce, ale jak już używać jakiś narzędzi, to dobrych.


Oczywiście  tak przygotowany motyw maliny nie nadawałaby się do druku - widoczne byłyby ślady zarówno ołówka, jak i wycierania gumką - powinnam użyć np kalki technicznej i już na niej rysować cienkopisem. Ale, kurcze - to mój pierwszy raz. A oto kolejne próby:


Daleko im do ideału, ale wierzcie mi - każdy z motywów rysowałam po raz pierwszy, stosując się do porad Amily Shen.


Powiem Wam - rysowanie sprawiało mi ogromną frajdę. Może nie tak wielką jak kolorowanie, ale czułam samozadowolenie już z samego faktu, że moje rysunki były podobne do tych z książki. Tak - dziwnie to brzmi, ale zanim się zabrałam do rysowania liści, byłam święcie przekonana, że moje próbki takowych przypominać nie będą;>. A skoro mnie się udało to i Wam też! Dajcie tylko sobie szansę. I oczywiście kolorowance W krainie fantazji Amily Shen

A na koniec zapraszam Was do podróży do wnętrza tej kolorowanki. Na You tube zamieściłam właśnie filmik, na którym widać ją strona po stronie.  



Obserwatorzy

Prawy do lewego

Prawych uprasza się o korzystanie z zamieszczonych treści i zdjęć zgodnie z przepisami świata tego, sumieniem i społeczną moralnością. Znaczy, że można zapożyczyć w/w z mojego bloga tylko do celów niekomercyjnych i każdorazowo odsyłając do źródła. Jednocześnie uświadamiam, iż skany szablonów są moją własnością, jednak niektóre treści na nich się znajdujące - nie. Informuję o tym szczerze. Nie ponoszę odpowiedzialności za niewłaściwe wykorzystanie materiałów.

Obserwatorze! Nie bądź statystyczną cyferką na blogowym liczniku. Jeśli jesteś tu po raz pierwszy - napisz coś o sobie. ('Coś' to też 'coś', ale niekoniecznie o to mi chodziło;).